Znani łodzianie mówią o swoich babciach i dziadkach. Nasze najukochańsze babcie, nasi najwspanialsi dziadkowie...

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Hołod
Anna Gronczewska

Znani łodzianie mówią o swoich babciach i dziadkach. Nasze najukochańsze babcie, nasi najwspanialsi dziadkowie...

Anna Gronczewska

Mamy Dzień Babci i Dzień Dziadka. Z tego powodu poprosiliśmy kilka znanych osób, by powspominały swoich dziadków.

Teresa Lipowska to jedna z najpopularniejszych polskich babć. Od ponad 18 lat oglądamy ją w roli Barbary Mostowiak w serialu „M jak miłość”.

W filmie ma dziewięcioro wnucząt, w życiu prywatnym dwoje. Jest babcią 14-letniego Szymka i 10-letniej Ewy. To dzieci jej jedynego syna Marcina i synowej Ani.

Pani Teresa opowiada, że jednej ze swoich babć, Heleny, nie znała dobrze. Mieszkała w Warszawie, a przyszła aktorka z rodzicami w Łodzi.

- Byłam dzieckiem, nie mieliśmy możliwości częstych wyjazdów do Warszawy - wyjaśnia pani Teresa. - Dziadek Józef umarł, gdy miałam 14 lat. Babcia Helena była sparaliżowana, ciężko chorowała. Byli to dziadkowie Wittczakowie, rodzice mojego taty.

Aktorka zupełnie inny kontakt miała z dziadkami ze strony mamy, Śniegockimi.

- Byli to najcudowniejsi ludzie na świecie! - zapewnia Teresa Lipowska. - Mieli na imię Amelia i Józef. Mieszkali w Gostyninie. Jeździliśmy do nich na wakacje. Oni przyjeżdżali do nas do Łodzi na święta. Raz przywieźli indyka, którego skradziono nam z ulicy Zacisze, z balkonu na pierwszym piętrze...

Pani Teresa wspomina, że dziadkowie w Gostyninie mieli sad, ogród, w którym szalała razem z rodzeństwem i kuzynami. Nie zapomni smaku rosnących tam porzeczek, agrestu, jabłek...

Spektakle u dziadków

- Na wakacjach u dziadków organizowałam pierwsze występy! - opowiada Teresa Lipowska. - Zapraszałam dzieci, zasłaniałam szmatą wejście do altanki stojącej w sadzie i dawałam pierwsze przedstawienia. Do dziś mieszka tam mój kuzyn Wojtek, a w Gostyninie Małgosia, moja siostra cioteczna. Często ją odwiedzam. Podczas takich spotkań wspominamy dziadków, mamy wiele pamiątek po nich. Byli to ciepli, wspaniali ludzie!

Aktorka wspomina wizyty dziadków w Łodzi, szczególnie podczas Bożego Narodzenia. - Podczas Wigilii dziadek śpiewał nam powstańcze pieśni, bo był na Syberii - dodaje Teresa Lipowska. - Nie rozumieliśmy tego wtedy, bo my śpiewaliśmy kolędy. Ale ten nastrój na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

Swojsko i dobrze

Marek Siudym, znany aktor, choćby z „Barw szczęścia” czy „Złotopolskich”, wspomina, że jego łódzka babcia Maria mieszkała przy ul. Kopernika 37. Tam w małym, parterowym domku na świat przyszedł przyszły aktor. - Jego ruiny, z ogrodem jeszcze są! - dodaje aktor.

Potem jego rodzina przeprowadziła się, ale pan Marek bardzo lubił przyjeżdżać do babci i u niej nocować.

- Było mi tam swojsko, dobrze - zapewnia Siudym. - Miałem tam kolegów. Poza tym z babcią wszystko było łatwiejsze. W domu stawiano mi wymagania, a u babci nie!

Marek Siudym urodził się w 1948 roku, a więc jego dzieciństwo przypadało na lata pięćdziesiąte. Pamięta, że wtedy na wszystkie sąsiadki babci mówiło się pani: Zasadowa, Siudymowa..

- Bardzo lubiłem jeść przygotowaną przez babcię tzw. przylepkę z pasztetową i nazywałem ją pani pasztetowa! - śmieje się aktor.

Jego druga babcia Julia mieszkała pod Gdańskiem, w Pruszczu Gdańskim.

- Potem przeprowadziła się do Łodzi, ale ja już wtedy wyprowadziłem się z tego miasta, poszedłem do wojska, a potem na studia - wyjaśnia aktor.

Marek Siudym do babci Julii jeździł na wakacje. Tam rodzina ze strony taty miała gospodarstwo. Mieszkała w nim nie tylko babcia, ale cioteczni bracia, ciocia. - Były to cudowne wakacje! - wspomina Siudym. - Babcia wszystko trzymała w garści, wiele umiała. Z zawodu była kucharzem garmażerem. Prowadziła restauracyjkę. Nie odwiedzałem babci w pracy. Interesowało mnie głównie bieganie po polach, konie!

Dziadek z Londynu

Krystynę Podleską znamy z roli Aleksandry Kozeł, kochanki Ryszarda Ochódzkiego w kultowej komedii „Miś”.

Aktorka zdołała poznać tylko ojca mamy i matkę taty. - Pozostali dziadkowie nie żyli, gdy się urodziłam - tłumaczy. - Tata mamy, Mieczysław Lubelski, mieszkał z nami w Londynie. Znałam go od małego dziecka i bardzo go kochałam! Był cudowny, mądry, byłam z niego dumna.

Krystyna Podleska babcię od strony taty, Karolę, poznała, gdy miała 10 lat. Wtedy bowiem pierwszy raz przyjechała do Polski. - Babcia ta mieszkała w Warszawie - opowiada pani Krystyna. - Wiedziałam, że tata ma rodzinę w Polsce, ale jej nie znałam. Dopiero w 1958 roku pojechaliśmy do rodzinnego kraju. Tata nie widział mamy 19 lat! Bardzo tę babcię ceniłam, kochałam!

Mieczysław Lubelski był rzeźbiarzem. Zaprojektował m.in. stojący w Łodzi na placu Wolności pomnik Tadeusza Kościuszki, dziś jeden z symboli miasta.

- Kochał mnie i moją siostrę! - zapewnia pani Krystyna. - Był jednak trochę załamanym człowiekiem. Nie mógł wrócić do Polski. To, że mieszkał w obcym kraju, było dla niego bardzo trudne. Jego pomniki zostały zburzone, nic po nim nie zostało. Potem, po wojnie odbudował pomnik Kościuszki w Łodzi. Nie wrócił na stale do Polski.

Jego wnuczka wspomina, że jej wydawał się strasznie dużym człowiekiem. - Gdy dorosłam, zrozumiałam, że tak naprawdę nie wyróżniał się wzrostem! - śmieje się dziś pani Krystyna. - Nosił beret, bo był łysy. Różnił się więc od Anglików i mówił z ciężkim akcentem. Czasem z siostrą wstydziłyśmy się tego jego akcentu. Ale był łagodnym, kochanym i mądrym człowiekiem. Nie zapomnę naszych wspólnych spacerów po ogrodzie botanicznym. Zawsze mówiłam z nim po polsku, co wzmocniło moją miłość do kraju.

Babcia Karola mieszkała w Warszawie, a pochodziła z Kresów. Była elegancką, a zarazem skromną kobietą. Jej mąż pracował na Uralu. Wyjechała tam za nim. Uciekli z Rosji, gdy wybuchła rewolucja. Przyjechali do stolicy.

- Dziadek wcześniej umarł - wspomina pani Krystyna. - Babcia dłużej żyła bez niego niż z nim. Dożyła 93 lat. Z czasem zaczęła przyjeżdżać do nas do Anglii. Zwykle na pół roku. Po czasie twierdziła, że musi wrócić do Polski, bo tu chce umrzeć i być pochowana na Powązkach, koło męża. 20 lat wracała do kraju, by umrzeć w Anglii.

Na podwórku u babci

Jan Tomaszewski, były bramkarz reprezentacji Polski, dziadka nie znał, umarł wcześnie. Babcia miała na imię Aldona. Jego rodzina do Wrocławia przyjechała z okolic Wilna. Byli repatriantami.

- Z mamą i ojcem mieszkaliśmy 600 metrów od „rodzinnego kołchozu” - opowiada popularny „Tomek”. - Mieszkała tam babcia, jej dwie córki i syn. Ja na podwórku u babci spędzałem całe dnie. Grałem oczywiście w piłkę. Babci nie za bardzo się to podobało. Wpadałem tylko co jakiś czas do kuchni, gdzie piłem wodę i jadłem chleb z cukrem. Na inne jedzenie nie było czasu. Babcia krzyczała, że po takim jedzeniu dostanę wrzodów żołądka.

Tomaszewski wspomina, że babcia była bardzo dobrą gospodynią. - Nie zapomnę smaku przygotowywanego przez babcię „smaluszka z cebulką” - opowiada. - Jadło się go z kromką chleba, ogórkiem kiszonym. Nie zapomnę też babcinego kotleta mielonego, boczku, śledzi, marynowanych grzybów, kiszonej kapusty...

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Expressu Ilustrowanego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Expressu Ilustrowanego
  • codzienne e-wydanie Expressu Ilustrowanego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Anna Gronczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressilustrowany.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.