Zdarzyło się na Piotrkowskiej. Spacerkiem po historii Łodzi

Czytaj dalej
Fot. Paweł Łacheta i arch.
Bohdan Dmochowski

Zdarzyło się na Piotrkowskiej. Spacerkiem po historii Łodzi

Bohdan Dmochowski

Piękna baronowa i niewiasty upadłe. Wybitni lodzermensche i pospolici kryminaliści. Okazałe pałace, wille, kamienice i tajemnicze podziemia – to niektóre tematy historycznego reportażu o Łodzi. Rozpoczynamy go od kolorowych postaci, które przewinęły się przez dzieje ul. Piotrkowskiej.

„Łódź uwieczniona w pigułce” – tak nazywa się zaprojektowany przez Krzysztofa Jaśkiewicza wielki fresk na murze kamienicy przy Piotrkowskiej 71, najlepiej widoczny z pasażu Artura Rubinsteina. Są na nim wizerunki 34 postaci, które w drodze konkursu, rozpisanego w 2000 roku, łodzianie uznali za ważne dla historii miasta. Widzimy króla Władysława Jagiełłę, fabrykantów Ludwika Geyera, Izraela Poznańskiego, literatów Władysława Reymonta, Juliana Tuwima, Jana Sztaudyngera, aktorkę Jadwigę Andrzejewską i wiele innych ikon życia gospodarczego, publicznego i artystycznego Łodzi. Ale z fresku spogląda też anonimowy Żyd, tkacz z przełomu XIX i XX wieku, i Lili Fontelli – uliczny śpiewak. O takich jak on typach nie pisze się w poważnych publikacjach o Łodzi. Tymczasem to oni opletli Piotrkowską wydarzeniami, którym ta piękna ulica zawdzięcza swój niepowtarzalny klimat, nie do skopiowania gdzie indziej na świecie.

Młodsza od Łodzi o 400 lat

Piotrkowska „urodziła” się w 1821 roku. Nazwa pojawiła się dwa lata później, gdy burmistrz dla porządku kazał zawiesić tabliczkę: „Ulica Piotrkowska” w miejscu, gdzie dziś zaczyna się ul. Nowomiejska. Łódź liczyła wtedy już 400 lat. Zaś pierwsze domy stanęły na Piotrkowskiej w 1825 roku – najpierw 12 drewnianych, a następnie 30 murowanych. Kroniki nie wspominają, kiedy na ulicy pojawił się pierwszy uliczny grajek i żebrak. Taki ktoś, jak około 160 lat później Lili Fontelli.
Był bardem Śródmieścia, Górnej i Górniaka. Nazywał się Henryk Trajdos, mieszkał przy Zarzewskiej 2 z ukochaną mamą, która syna przeżyła i nigdy nie zdjęła żałoby po nim. Trajdos, dla znajomych Henio, rozgłaszał po kawiarniach i restauracjach, że przybrał pseudonim Lili Fontelli na cześć piosenkarki o takim nazwisku, zagranej przez aktorkę Alinę Żeliską w filmie „Zapomniana melodia” z 1938 roku. Brzdąkał na mandolinie i śpiewał fatalnie. Widywano go na Piotrkowskiej w cylindrze z umocowaną na nim zapaloną świecą. Kelnerzy i szatniarze wypraszali go z restauracji i kawiarni, za to zrauszowanych gości bawiły jego występy.
Równie barwnie wpisał się w pejzaż Pietryny niejaki Szramka, legendarny cinkciarz, którego kantorem wymiany walut była ulica. Jego biurem był teren od pl. Wolności do Hotelu Grand. Co zamożniejsi „badylarze” zaopatrywali się u niego w waluty i złoto. Był sknerą z nosem finansisty, a talentem do robienia interesów mógł obdzielić wszystkich dyrektorów na państwowej posadzie razem wziętych. Kiedy pewnego razu wsadzili go do ciupy, miał przy sobie walizkę, a w niej czterysta złotych pierścionków. Szramka zrobił na tym fenomenalny interes, bo w czasie jego odsiadki cena złota poszybowała i zawartość walizki, którą po wyjściu na wolność odebrał z depozytu, wzrosła czterokrotnie. Mówiono potem na mieście, że sam zaaranżował swe aresztowanie.
Szramka zszedł z tego świata w nieogrzewanym nocnym tramwaju. Gazety napisały, że poniósł śmierć największy paser w Łodzi.

Spinacze dobre, stalowe

W pamięci starszych łodzian zakodował się dziadek na zydelku, siedzący na wprost Domu Buta, z walizką pełną sznurowadeł i spinek do układania włosów.
„Pinace dobe, talowe (spinacze dobre, stalowe)” – reklamował biedniacki towar.
– Kiedy interes kiepsko szedł, dziadek żalił się nieparlamentarnie: „Nie idzie pinac, pani, nie idzie, bo te k... włosy poobcinały” – cytuje go rodowita łodzianka, Jadwiga Wojczulanis. Była dzieciakiem, gdy w 1960 roku z ulicy zniknęły tramwaje na odcinku od pl. Wolności do ul. Żwirki.
W pejzaż Piotrkowskiej wpisał się też na trwałe Mariusz Wojciech Nowaczyński. Wyglądał jak maczo i miał talent w rękach. Energetyk z zawodu, artysta z pasji miał swój straganik z drewnianymi figurkami, biżuterią i lanszaftami. – To wspaniała ulica, to nasza starówka – zagajał schwytanych za rękaw turystów. – Starówki mają Warszawa, Gdańsk, Kraków, Wrocław. A my mamy Piotrkowską!

Piotrkowska „urodziła” się w 1821 roku. Kroniki nie wspominają, kiedy pojawił się na niej pierwszy uliczny kramarz, grajek i żebrak. Po nich ruszył korowód barwnych typów z ul. Piotrkowskiej. Jednym z nich był Jan Błądzki-Goldsztajn. Czarne okularki, pod czarnym kapeluszem nie mieściła się fryzura w artystycznym nieładzie.
– Jestem artysta po szkole rzymskiej z Rzymu Leonarda da Vinci – przedstawiał się.
Na chodniku leżały jego dzieła – pierścionki splecione z miedzianych drucików za 25 euro. – W końcu idziemy do Europy, co nie? – tłumaczył cenę w obcej walucie.

Deseczki wnuka Kozaka

Przy pasażu Schillera spotkać można było Wojciecha Spieralskiego, który wypalał napisy na deseczkach z Łodzi. Tłumaczył:
– Mój dziadek walczył tutaj z Kozakami, a Piotrkowską znam jak własną kieszeń. Pamiętam, jak jeździł tędy tramwaj, „zerówka”. Czepiałem się ogona albo jako winogrono nim jeździłem. Wtedy na Piotrkowskiej była kostka granitowa. A dziadek pamiętał jeszcze kostkę dębową!
Cały ten folklor wymiotła z Piotrkowskiej rewitalizacja ulicy. Wypiękniała dzięki niej zabytkowa architektura, ale z dawnych kolorowych postaci ocalał tylko mim, stojący godzinami w bezruchu przed Domem Buta. Ubrany jest we frak, na głowie ma cylinder, a w ręku dzwoneczek. Turyści podchodzą blisko, aby sprawdzić, czy to aby nie pomnik. Gdy ktoś rzuci grosik, rozlega się dźwięk dzwoneczka.

Kościuszko na „dętce”

Mierząca 4 km 200 m Piotrkowska zawsze była, jest i będzie wstęgą biegnąca u stóp pierzei utkanej perłami secesyjnej łódzkiej architektury. Spina dwa place: Wolności i Niepodległości.
Symbolem pl. Wolności, nazywanego dawniej Nowym Rynkiem, jest pomnik Kościuszki. Gdy wódz powstańczy jeszcze tam nie stał, było tam targowisko z jatkami ulokowanymi u wylotu ul. Pomorskiej. Zostało zamknięte po uruchomieniu w 1898 r. linii kolejki miejskiej, gdyż co rusz dochodziło do kolizji furmanek z tramwajami.
Tam jest także najstarsza w Łodzi studnia i udostępniony zwiedzającym kanał, zwany Dętką, który pamięta jeszcze czasy projektanta łódzkiej kanalizacji Lindleya i jej budowniczego inż. Skrzywana. Wśród owych „naj” Nowego Rynku jest najstarsza w Łodzi apteka. Obok mieścił się zajazd i pierwszy w Łodzi Hotel Polski Antoniego Engela, a pod „17” bracia Antoni i Władysław Krzemińscy pokazywali „żywe fotografie” w kinie Gabinet Iluzji.

Przystanek sław

Hotel Grand to kawał historii tej ludnej od 100 lat ulicy. Nocowali w nim, jedli i zapewne pili szampana: Henryk Sienkiewicz, Helena Modrzejewska, Ignacy Paderewski, Jan Kiepura, Isadora Duncan. Dziś też zatrzymują się w nim ludzie sławni ze scen, kina i estrad – nie tylko polskich.
Zaraz za pasażem Schillera stoi dawny dom handlowy z 1896 r.
– Wiadomo, że budynek jest zabytkowy – mówi spotkana na podwórku kobieta. – Jedni mówią, że była tu rzeźnia, inni, że modlili się tu Żydzi. Podobno w piwnicach są labirynty. Jeden gość mówił, że nie mógł trafić do wyjścia. Ale był na lekkim gazie. Może dlatego nie mógł trafić...?

Wszystko tu było pierwsze

Na Pietrynie słychać języki całego świata. Nie ma turysty, który nie zatrzymałby się przy pomnikach: Twórców Łodzi Przemysłowej, Ławeczce Tuwima, Kufrze Reymonta, Fortepianie Rubinsteina, Fotelu Jaracza, Lampiarza, a nawet Misia Uszatka (kto wie, może był z Łodzi?).
Tylko na tej ulicy powstał bodaj pierwszy na świecie leżący monument – Pomnik Łodzian Przełomu Tysiąclecia. Tworzy go pas kostki z wygrawerowanymi nazwiskami tysięcy mieszkańców miasta. Zaś w okolicach Hotelu Grand po obu stronach ulicy biegnie łódzka Aleja Gwiazd.
– Wszystko na Piotrkowskiej było pierwsze – pisze łodzianin, Wiesław Borowski, w książce „Magiczne miejsca”. – Pierwszy tramwaj, do którego zapraszał konduktor, dzwonił i kasował bilety. Pierwsze światła na skrzyżowaniach. Pierwsza pijalnia z piwem słodowym (w czwartki tylko dla dam).
Najlepsze na świecie lody jadło się u Granowskiej, do której ustawiały się kilometrowe kolejki...”.

Wierszyki na Dzień Nauczyciela
Wierszyki, życzenia na Dzień Nauczyciela 2015
ŻYCZENIA DLA NAUCZYCIELI, WIERSZYKI NA DZIEŃ NAUCZYCIELA

Bohdan Dmochowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressilustrowany.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.