Za co ludzie ciągają się po sądach?

Czytaj dalej
Fot. Polskapresse/Dariusz Gdesz
Magdalena Rubaszewska

Za co ludzie ciągają się po sądach?

Magdalena Rubaszewska

Dwie znajome z tego samego osiedla na Bałutach, mieszkające w sąsiednich blokach, ciągały się po sądach za obelgi.

Jedna zarzuciła drugiej, że ta wraz ze swoim konkubentem wyzywa ją używając najbardziej obelżywych zniewag i na murach bloku rozkleja szkalujące ją plakaty. Ale oskarżana sąsiadka nie pozostała dłużna i zarzuciła byłej już znajomej, że ta opluwa ją poprzez pisanie listów (dostała ich 200) i pomówienia. Sąd zajmował się ich pyskówkami przez dobrych kilka lat.

Brat mnie popchnął
Do każdego z sześciu karnych wydziałów w łódzkich sądach rocznie wpływa po ok. 30 spraw prywatnoskargowych, jak fachowo w prawie nazywa się pyskówki. Udaje się zakończyć mniej więcej tyle samo. Łodzianie, którzy sformułowali prywatne akty oskarżenia, poczuli się pomówieni, znieważeni oraz uznali, że ich nietykalność cielesna została naruszona i pobiegli z tym do sądu. Jeden z wydziałów karnych zajmował się sprawą rodzeństwa walczącego o majątek. Siostra oskarżyła braci, że podczas ostrej wymiany zdań, popychali ją. Natomiast na Bałutach mężczyzna pozostający w długim sporze z sąsiadem w kolejnej kłótni nazwał go ch... i sprawa trafiła do sądu.
W pyskówki wdają się bowiem w przeważającej mierze osoby sobie bliskie bądź dobrze znane. Na ogół są to poróżnieni członkowie rodziny walczący o majątek lub spadek, skonfliktowani sąsiedzi czy też rozwodzący się małżonkowie. Bywają także pracownicy firm, którzy kwestionują w niewybrednych słowach kwalifikacje kolegów z pracy.

Pieniactwo w charakterze
Sędziowie twierdzą, że pyskówki to trudne i długotrwałe sprawy. Często już nawet nie chodzi o słowa padające podczas awantur i kłótni, ale o to, aby dołożyć stronie przeciwnej.
- Nie dość, że sąd sam przeprowadza postępowanie dowodowe, to w grę wchodzą ogromne emocje, a strony idą na noże. Co prawda sąd nie dopuszcza, aby na sali wybuchła dosłowna pyskówka, ale widać, że w ludziach aż się gotuje - opowiadał Paweł Sydor, przewodniczący V Wydziału Karnego Sądu Rejonowego Łódź - Śródmieście.
W każdym przypadku zanim ruszy proces, odbywa się rozprawa pojednawcza. Jednak nie jesteśmy skłonni do wybaczania i przepraszania. Ugoda zawierana jest bardzo rzadko. W 12-letniej pracy jednego z łódzkich sędziów strony pojednały się tylko raz.

Dlaczego konfliktów i sporów nie potrafimy rozwiązywać sami, tylko odwołujemy się do wymiaru sprawiedliwości? Dlaczego zamiast rozmawiać, dyskutować, biegniemy do sądu ze skargą na sąsiada albo krewnego?
Doktor Edmund Lewandowski, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego, uważa, że pieniactwo, nieumiejętność porozumienia się to bardzo stare cechy w naszym narodowym charakterze. Sięgają jeszcze Polski szlacheckiej, w której biedny szlachciura nic nie posiadał, ale przynajmniej miał procesy w sądach.

- Brakuje nam tego, co jest w kulturze amerykańskiej, w której często używa się słowa: przepraszam, a przede wszystkim mówi: "porozmawiajmy, to ważne". I choć jesteśmy krajem katolickim, to wciąż trudno w nim o miłość bliźniego - mówi socjolog.

Magdalena Rubaszewska

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Robert Luzeńczyk

Witam
Od 2010 roku prześladuje nas właściciele firmy Budownictwo Rodzinne sp. zoo przez dwa lata pisali donosy od urzędów i innych organów państwa doprowadzając do trudnej sytuacji finansowej naszej rodziny. Zakładali sprawy sądowe wyniszczają nas psychicznie postępując w ten właśnie sposób. Ja zawsze starałem się pomagać sąsiadom, zebrałem podpisy od mieszkanców łodzi przy ulicy Edwarda celem przeprowadzenia remontu tej ulicy. Sprawę przedstawiłem Radnemu który następnie poruszył tą sprawę na sesji rady miejskiej. Bądzmy tolerancyjni

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.