Widzew na nowym stadionie! Historia klubu, wywiady i ciekawostki

Czytaj dalej
Fot. Paweł Łacheta
Jan Hofman, Bartosz Kukuć, Paweł Strzelecki

Widzew na nowym stadionie! Historia klubu, wywiady i ciekawostki

Jan Hofman, Bartosz Kukuć, Paweł Strzelecki

Wreszcie jest! Nowiutki, nowoczesny, pachnący jeszcze farbą, stworzony z rozmachem, ale i nutką nostalgii. Wspaniała konstrukcja i barwy związane z klubową flagą doskonale wpływają na estetykę tej budowli. Mowa oczywiście o nowym stadionie przy al. Piłsudskiego, który będzie domem piłkarzy Widzewa. Kibice czekali na niego wiele, wiele lat. W tym czasie nie brakowało wielkiego entuzjazmu, ciekawych pomysłów architektonicznych i wizji nowego sportowego obiektu, ale nie obyło się też bez chwil zwątpienia. Rozpoczęcie jego budowy odwlekało się kilkakrotnie i ci mniej cierpliwi nie wierzyli już, że kiedykolwiek powstanie. A jednak, już 3 lutego odbędzie się ceremonia, podczas której wykonawca przekaże obiekt miastu. Pierwszy mecz Widzewa zaplanowano na 18 marca. Wtedy łódzki klub zagra z Motorem Lubawa. Bez wątpienia pewną ironią losu jest to, że w czasach, gdy piłkarska drużyna Widzewa święciła sukcesy, rywalizowała na archaicznym obiekcie. Teraz III-ligowy zespół dostaje we władanie nowoczesny stadion. Wypada zatem liczyć, że obecni piłkarze i działacze w krótkim czasie nawiążą do klubowych tradycji i szybko na nowym obiekcie zaczną pisać kolejne karty wspaniałej sportowej historii Widzewa.

Zbigniew Boniek: Znowu z „dziewiątką” na plecach!

Kibicom Widzewa nie trzeba przedstawiać Zbigniewa Bońka Pełniący obecnie drugą kadencję w fotelu prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej „Zibi” był przecież jednym z najwybitniejszych futbolistów w naszej historii. Boniek występował jeszcze w trzech innych klubach (Zawisza Bydgoszcz, Juventus Turyn oraz AS Roma), ale utożsamiany jest przede wszystkim z drużyną Widzewa.

Nowy stadion przy al. Piłsudskiego powstał dokładnie w tym miejscu, gdzie pan strzelił swoje ostatnie bramki w polskiej ekstraklasie - obie w wygranym 2:0 meczu z Arką Gdynia, 1 maja 1982 roku. Na tym obiekcie będzie rozgrywał mecze Widzew, jedyny polski klub, którego był pan piłkarzem przez aż siedem lat, zdobył dwa tytuły mistrza kraju, wreszcie zadebiutował pan w reprezentacji, stając się poźniej międzynarodową gwiazdą. Biorąc pod uwagę fakt, że z upływem lat człowiek staje się bardziej sentymentalny, to chyba jest miejsce szczególne dla prezesa PZPN?
Wprawdzie pochodzę z Bydgoszczy, ale nie zamierzam ukrywać, jak ważną rolę w moim życiu odegrał Widzew. To chyba nie powinno nikogo dziwić, to tu się przecież wszystko zaczęło. Przede wszystkim myślę o kwestiach sportowych, jednak nie zapominajmy, że to właśnie w trakcie występów w Łodzi poznałem moją przyszłą żonę. A tego aspektu w życiu mężczyzny nie sposób pominąć. Ja stopniowo dorastałem i Widzew dorastał. Myślę, że obie strony odniosły sporo korzyści z tej współpracy.

Tylko trzy kluby polskiej ekstraklasy: Ruch Chorzów, Pogoń Szczecin oraz Wisła Płock, nie mają nowych stadionów. Znaczenia nowych obiektów trudno kwestionować, ale nie wolno zapominać, że nie dają one gwarancji sukcesów, co znalazło potwierdzenie choćby w Zabrzu, Bielsku-Białej, Tychach, czy Lublinie...
Sukces to nie tylko pieniądze. Można ich mieć mnóstwo, a efekty nie przyjdą nigdy. Jakoś Arabia Saudyjska nie zdobyła jeszcze tytułu mistrza świata. Fanów Widzewa można z kolei zapytać o to, w jakim miejscu zostawił ich ukochany klub pan Sylwester Cacek, który raczej nie należy przecież do biedaków. Przede wszystkim trzeba mieć pomysł nafunkcjonowanie i konsekwentnie go realizować. Rzecz jasna, bez nakładów finansowych też się nie obejdzie. Tylko tyle i aż tyle.

Nie tak dawno wyśmiewano się z piłkarskiej bazy Łodzi. To miało wpływ na kłopoty sportowe, a Widzew występował nawet w Byczynie. Teraz miasto odrobiło zaległości i wyprzedza dokonania sportowe łódzkich klubów. Wybrano wariant budowy dwóch nowych stadionów, honorując jakby tradycje i to, co gra w duszy zagorzałych kibiców Widzewa i ŁKS. Jeśli Łódź określano polskim Manchesterem, to tam też są dwa stadiony dla City i United. Nawet w Rzymie będzie wkrótce podobnie...
Pewnie kiedyś można było podjąć decyzję o budowie jednego wspólnego stadionu dla ŁKS i Widzewa. Były takie pomysły i nawet wstępne wizje. Ale postanowiono inaczej, nie ma więc sensu rozpamiętywać, co by było, gdyby itp. Szkoda na to czasu. Cieszmy się tym, że Widzew lada dzień nareszcie będzie grał u siebie.

Prosimy o szczerą odpowiedź. Podoba się panu nowy stadion przy al. Piłsudskiego?
Bardzo. Nie spotkałem jeszcze nikogo, kto by się z tym nie zgodził. Przede wszystkim ten stadion jest typowo piłkarski i niezwykle funkcjonalny, taki w angielskim stylu. Zaś, znając możliwości kibiców Widzewa, to przy kilkunastu tysiącach widzów na trybunach, raczej nie zazdroszczę drużynom przyjezdnym. U wielu zawodników gości z pewnością będą trząść się nogi jeszcze przed pierwszym gwizdkiem arbitra. Ale to już ich problem. Trzeba tylko zadbać o to, by frekwencja zawsze była okazała. Drużyna musi grać dobrze i w Łodzi być groźna dla każdego. Na szczęście, po pierwsze, nowy szkoleniowiec Przemysław Cecherz doskonale zdaje sobie z tego sprawę, po drugie zaś, karnetowy rekord wskazuje, że sympatycy RTS nie zawiodą.

Czy sprawdzi się pańska obietnica zdobycia pierwszego gola podczas inauguracji? Chyba nie speszą pana błyski fleszy i zobaczymy gola na bramkę „pod zegarem”?
Staram się zwykle dotrzymywać słowa. Nie mogę zdradzić wszystkich szczegółów, jednak wszystko wskazuje nato, że sympatycy Widzewa zobaczą, jak strzelam inauguracyjną bramkę. Proszę jeszcze o nieco cierpliwości, pracujemy nad szczegółami.

Chwalił się pan, że ma już karnet na mecze Widzewa...
W żadnym razie nie nazwałbym tego chwaleniem się. Poprostu to było dla mnie coś oczywistego. Posiadam karnety fundowane, przeznaczone dla tych kibiców Widzewa, których nie stać na ich zakup. Proszę mi wierzyć, iż nie zapominam o tym, że tacy istnieją. Mogę zdradzić, że znów będę miał dziewiątkę na plecach. Bardzo mi na tym zależało. To właśnie z takim numerem grałem, jak najlepiej potrafiłem, dla tego klubu i na krześle z takim numerem będę zasiadał na nowym obiekcie. Nie ma szans, bym pojawił się na każdym spotkaniu, jednak będę się starał przyjeżdżać do Łodzi, jeśli tylko czas mi pozwoli. To, że interesuję się Widzewem, udowodniłem jeszcze, kiedy grał w czwartej lidze. Byłem przecież na meczach w Zelowie z Włókniarzem oraz w Łodzi, jeszcze na obiekcie Szkoły Mistrzostwa Sportowego, na starciu z KS Paradyż. Pozwolę sobie zauważyć, że pecha drużynie nie przyniosłem, bowiem oba te spotkania zakończyły się jej zwycięstwem.

Jakie pan ma relacje z obecnymi działaczami Widzewa? Mówi się przecież, że z poprzednim prezesem Marcinem Ferdzynem był pan w bardzo dobrych relacjach...
Z aktualnym wiceprezesem Przemysławem Klementowskim i innymi członkami zarządu Widzewa również szybko doszedłem do porozumienia. Wychodzę z założenia, że widzewiak zawsze powinien się dogadać z widzewiakiem. A wracając do Ferdzyna, to dużo zrobił dla odbudowy klubu. Wszyscy o tym pamiętajmy.

Czy możemy liczyć na mecz reprezentacji Polski w Łodzi? Od poprzedniego spotkania z Ukrainą minęło już przecież trochę czasu...
Powiem nieco filozoficznie - na wszystko przyjdzie czas. Ujawnię, że naprawdę chciałem, żeby biało-czerwoni zagrali na Widzewie już w marcu tego roku. Ale nie udało się znaleźć odpowiedniego terminu, gramy przecież szalenie istotny mecz w eliminacjach do mistrzostw świata w Rosji z Czarnogórą. Są seniorzy, jest kadra młodzieżowa, pożyjemy, zobaczymy...

Żeby wszystko nie wyglądało przesadnie słodko, muszę przypomnieć, że za pierwszej kadencji prezesa PZPN łódzki futbol z czołówki krajowej stoczył się do miana prowincji. Czy jest szansa na „powrót do przeszłości”, choćby z końcówki lat dziewięćdziesiątych?
Mam taką nadzieję. To wręcz niesamowite, że tak duże miasto, jak Łódź, nie ma obecnie zespołu, grającego chociażby w drugiej lidze. Trudno tu teraz wskazać jednego winnego takiego stanu rzeczy, teraz trzeba się przede wszystkim skupić na marszu w górę futbolowej hierarchii. Bo właśnie tam, w elicie, jest miejsce Widzewa. Co do tego nie ma wątpliwości nawet spora rzesza kibiców drużyn, niezbyt mu przychylnych. A to o czymś świadczy. Trzymam kciuki.

Wiele słynnych meczów. To tutaj narodził się Wielki Widzew

Pierwszoligowy mecz Widzew - GKS Katowice (22 listopada 2014 roku) zakończył historię stadionu, który był w pewnym sensie legendarny dla polskiego futbolu Nie tylko jako siedziba czterokrotnych mistrzów kraju To jedno z magicznych miejsc Łodzi.
To Widzew porywał tłumy kibiców niespotykaną właściwie nigdy drogą od lokalnego, dzielnicowego klubiku do półfinalisty Pucharu Europy (1983 r.) i przedostatniego polskiego uczestnika Ligi Mistrzów (sezon 1996/1997).

W końcu zniknęły bieżnia, korty, drewniana hala z przejściem, które zdążył jeszcze wykorzystać Juliusz Machulski, kręcąc legendarny „Vabank”. W 1985 roku w ćwierćfinale Pucharu Polski z Lechem Poznań (wygranym przez Widzew 3:1) zagrano przy świetle jupiterów, a pierwszą bramkę zdobył Włodzimierz Smolarek.

Wcześniej, pod wodzą Leszka Jezierskiego, widzewiacy po 27 latach awansowali do ekstraklasy, 22 czerwca 1975 r. na wypełnionym publicznością stadionie pokonując Bałtyk Gdynia 3:1. Po awansie, pierwsze mecze jako gospodarz Widzew grał na stadionie przyal. Unii, gdyż ich obiekt był modernizowany.

Już na swoim obiekcie fanom zasmakował triumf beniaminka w ostatniej kolejce z Legią Warszawa 2:1. Dwie bramki zdobył Tadeusz Gapiński, dla rywali trafił Kazimierz Deyna. Od porażki gości nie uratował grający na stoperze Franciszek Smuda, późniejszy opiekun Widzewa i selekcjoner reprezentacji Polski.

Starcia Widzewa z Legią zawsze budziły obustronne namiętności i były wydarzeniami zarówno przy al. Piłsudskiego w Łodzi, jak i przy ul. Łazienkowskiej w stolicy. Tym większą satysfakcję mieli kibice RTS, bo ich drużyna nie przegrała u siebie z Legią żadnego meczu w lidze przez aż 25 lat (od 1977 do 2002 roku).

Tylko przy pierwszym z czterech tytułów mistrza Polski Widzew rozgrywał decydujący mecz na swoim stadionie. 14 czerwca 1981 r., w ostatniej kolejce zremisował z Zagłębiem Sosnowiec 0:0. 15 tysięcy widzów, mimo deszczu, zgotowało zawodnikom trenowanym przez Jacka Machcińskiego owację na stojąco. Przy tytułach w 1982, 1996 i 1997 r. spotkania zapewniające końcowy triumf łodzianie rozgrywali jako goście. Na wracających z tych meczów piłkarzy czekały tłumy kibiców, nawet na stadionowych masztach. Był gorący chleb, sól i nie tylko...

20 czerwca 1984 roku, tydzień po zakończeniu rozgrywek, odbył się mecz Widzew Stary - Widzew Nowy. Sędziował Alojzy Jarguz. Wygrali wicemistrzowie Polski 5:2 (gole Dziekanowskiego, Smolarka, Romkego, Wijasa, Filipczaka oraz Dawida i Bońka). Ówczesny as Juventusu przyjechał tuż przed meczem, po szaleńczej podróży z lotniska Okęcie.

Z 66 meczów w europejskich pucharach 18 widzewiacy grali przy obecnej al. Piłsudskiego. Pierwszy z nich (jeszcze przy Armii Czerwonej) odbył się 20 września 1984 r. i piłkarze RTS pokonali Aarhus 2:0. W 1985 r. starcie z Galatasaray Stambuł wygrany 2:1 w Pucharze Zdobywców Pucharów był rozgrywany już przy sztucznym oświetleniu. Pozostałe tu rozegrane spotkania to: z Lask Linz (1:0), z Bayerem Uerdingen (0:0), z Eintrachtem Frankfurt (2:2), z Bangor (1:0), z Czernomorcem (1:0, karnymi 5-6), z Broendby (2:1), z Atletico Madryt (1:4), ze Steauą Bukareszt (2:0), z Borussią Dortmund (2:2), z Neftchi Baku (8:0), z Parmą (1:3), z Udinese (1:0), z Liteksem 4:1, karnymi 3-2), z Fiorentiną (0:2), ze Skonto Ryga (2:0) i z Monaco 1:1 (był to ostatni pucharowy mecz w Łodzi, 21 października 1999 r.).

Mecz z Atletico 25 września 1996 r. był pierwszym w Lidze Mistrzów rozgrywanym w Łodzi (honorowego gola zdobył niemal z połowy boiska Marek Citko). Spotkanie ze Steauą, wygrane 2:0, po bramkach Sławomira Majaka i Ryszarda Czerwca, długo było nie tylko pierwszym zwycięstwem Widzewa, ale i ostatnim zwycięstwem polskiego klubu w Lidze Mistrzów. To w Łodzi dosyć szczęśliwie zremisowała Borussia Dortmund, która wtedy triumfowała w LM.

Na tym stadionie w pucharach grali nie tylko widzewiacy. W 2001 r. Polonia Warszawa pokonała TNS Llansantffraid 4:0 i przegrała 1:2 z Twente Enschede w Pucharze UEFA.

Na stadionie Widzewa piłkarska reprezentacja Polski rozegrała siedem spotkań, z których dwa były meczami eliminacyjnymi mistrzostw świata. 27 marca 1993 r. Polacy pokonali San Marino 1:0 (ręka Jana Furtoka), a 7 października 2000 r. w eliminacjach do azjatyckiego mundialu reprezentacja podwodzą Jerzego Engela wygrała z Białorusią 3:1 (trzy bramki Radosława Kałużnego). Pozostałe mecze reprezentacji na widzewskim obiekcie: Polska - Jugosławia 0:0 (1990 r.), Polska - Słowenia 0:0 (1996 r.), Polska - Japonia 0:2 (2002 r.), Polska - Węgry 0:1 (2007 r.), Polska - Ukraina 1:1 (2010 r.).

Na boisku RTS odbyły się dwa finały Pucharu Polski: w 1988 r. Lech - Legia (1:1, karne: 3-2) oraz w 1990 r. Legia - GKS Katowice 2:0.

Na stadionie przy al. Piłsudskiego odbywały się też nietypowe mecze. Dzięki inicjatywie Andrzeja Grajewskiego 26 października 1993 r. reprezentacja Rosji, która zapewniła sobie awans do finałów mistrzostw świata, wygrała towarzyski mecz z Widzewem 2:1. Rosjanom bardzo spodobał się wtedy występ Sławomira Guli. Podobny mecz rozegrał Widzew w Łodzi w 1997 r. z Schalke (1:2), tuż po zdobyciu przez gości Pucharu UEFA.

Tak się zmieniał stadion przy alei Piłsudskiego

Na trybunach piłkarskiego obiektu będzie mogło zasiąść przeszło osiemnaście tysięcy widzów Do dyspozycji kibiców będą dwa duże telebimy Nowa sportowa inwestycja Łodzi kosztowała blisko 140 milionów złotych

Budowa stadionu trwała niespełna 31 miesięcy. W kwietniu 2014 roku władze Łodzi ogłosiły przetarg na wybór generalnego wykonawcy nowej inwestycji - stadionu Widzewa. Umowa pomiędzy zamawiającym, a wykonawcą została podpisana 24 lipca. W lutym 2015 roku rozpoczął się pierwszy etap nowej inwestycji, czyli rozbiórka starego stadionu przy al. Piłsudskiego.

Koszt inwestycji, w której skład wchodzą: zaprojektowanie i budowa stadionu oraz zaprojektowanie i zmiana infrastruktury drogowej w okolicach obiektu, to blisko 140 milionów złotych (113 mln zł koszt stadionu, przebudowa układu drogowego 24 mln zł). Stadion został zaprojektowany nie tylko na potrzeby rozgrywania meczów piłkarskich, ale również spotkań rugby oraz organizowania koncertów i dużych imprez masowych. W trybunie północnej znajduje się rozkładana scena.

Obiekt jest dość nietypowy. Przede wszystkim jest otwarty, nie został odgrodzony żadnym wysokim parkanem, wchodzi się do niego prosto z ulicy, jak do budynku. Wokół stadionu są 663 stanowiska parkingowe dla samochodów osobowych (w tym 113 miejsc VIP) i 9 stanowisk autobusowych. Pojemność stadionu to 18 018 miejsc, z czego dla VIP-ów - 540, klasy biznes - 1972, dla niepełnosprawnych - 216.

Trybuna zachodnia pełni funkcję części reprezentacyjnej, w której znajdują się m.in. szatnie, pomieszczenia socjalne, siłownia, strefa odnowy biologicznej, strefa dla gości VIP (24 loże), dwa studia TV oraz lokale o charakterze biurowym. Na obiekcie są dwa duże ekrany LED umieszczone w narożnikach - widoczne dla wszystkich kibiców.

W trybunach północnej, południowej i wschodniej zlokalizowane są wejścia dla widzów, punkty gastronomiczne, promenada z widokiem na obszar wokół stadionu, powierzchnie komercyjne pod wynajem. Wjazd na teren stadionu od ul. Tunelowej i ul. Józefa, a także wjazd czasowy na czas imprez masowych od al. Piłsudskiego.

Ludwik Sobolewski: Marsz z III ligi na europejskie salony

Taki wizjoner i znakomity praktyk, jakim był prezes Ludwik Sobolewski, dziś też uczyniłby z Widzewa, drużynę bijącą się z powodzeniem w Lidze Mistrzów Dla wielkiego prezesa Widzew zawsze był całym światem, jego ukochanym dzieckiem.

Nie ma cienia wątpliwości, że sam pomnik obok nowego stadionu nie wystarczy. Byli piłkarze, kibice pamiętający najlepsze czasy wiedzą, że obiekt musi nosić imię legendarnego prezesa Ludwika Sobolewskiego. Bez niego i jego ogromnej pracy po prostu nie byłoby Widzewa.

Pan Ludwik był wizjonerem, który swoją epokę wyprzedzał o dobre ćwierć wieku. Bossowie dzisiejszej Legii mogliby mu buty nosić i uczyć się od niego, jak powinien działać profesjonalny, zawodowy klub.

Stała się rzecz nieprawdopodobna i teoretycznie niemożliwe. W doktrynerskim, socjalistycznym państwie pan Ludwik zbudował klub działający na kapitalistycznych zasadach. To pewnie nigdy nie mieściło się w głowach partyjnych dygnitarzy, gdy dawali Sobolewskiemu zielone światło do działania.

Tak naprawdę to Start mógł stać się dzisiejszym Widzewem. Tam, w spółdzielczym klubie, zaczynał swą pracę spółdzielca Sobolewski. Nie dano mu jednak działać. Skorzystał z otwartej furtki i trafił do Widzewa, najpierw jako kierownik drużyny, później wiceprezes, a w końcu prezes. Pod jego rządami skromny trzecioligowy klubik z drewnianą trybuną w ciągu kilku lat stał się europejską potęgą.

Za jego rządów Widzew zdobywał tytuły mistrza Polski, Puchar Polski, ale co najważniejsze dawał w kość bogatej w pieniądze i talenty zachodniej Europie.

Widzew z komunistycznej Polski okazywał się lepszy od futbolowych potęg: Manchesteru City, Liverpoolu, Rapidu Wiedeń czy Juventusu. Dotarł półfinału Pucharu Europy Mistrzów Krajowych.

To osiągnięcie takie, jakby dziś Legia wygrała Ligę Mistrzów! Gdy Sobolewski trafił do Widzewa po raz drugi stworzył podstawy spółki akcyjnej, dzięki której klub znów mógł święcić europejskie triumfy.

KONKURS W WILLINGEN NA ŻYWO RELACJA

Gdy wielki prezes zmarł w 2008 roku i na cmentarzu na Zarzewie żegnały go tłumy, wielu fanów miało na sobie koszulki z napisem „Dla mnie Widzew to cały świat - Ludwik Sobolewski”. Żegnający prezesa kapelan sportu łódzkiego ks. Paweł Miziołek mówił, że Ludwik Sobolewski dokonał rzeczy jedynej w swoim rodzaju, wprowadził łódzki klub na europejskie salony. To za jego czasów pojawił się w grze zespołu widzewski charakter. Wychował pokolenia piłkarzy na porządnych ludzi, niektórzy dzięki jego ojcowskiemu podejściu zrobili światową karierę, jak choćby Zbigniew Boniek czy Józef Młynarczyk.

Nie bał się głośno mówić o pieniądzach. Bońka sprzedał do Juventusu za 1,8 miliona dolarów. Potem przyznał publicznie, że za 8 mln zł kupił Jerzego Wijasa, a za 21 mln Dariusza Dziekanowskiego.

To był szok. Partyjni pseudomoraliści i doktrynerzy bili na alarm, a on twierdził słusznie, że działalność klubu to biznes, musi się bilansować i nie może przynosić strat. To przesłanie jest aktualne do dziś.

Andrzej Pawelec: Już Widzew znalazł się w ekstraklasie!

O nowym stadionie Widzewa rozmawiamy z Andrzejem Pawelcem, byłym prezesem i udziałowcem klubu.

Czy wraz z oddaniem do użytku nowoczesnego stadionu, otwierają się przed Widzewem nowe możliwości?
Andrzej Pawelec: Jestem zdania, że jest to ogromna szansa dla klubu z al. Piłsudskiego. Łódź nie miała do tej pory takiego sportowego obiektu. A wiem, co mówię, bo już miałem okazję dokładnie go zwiedzić. Trzeba przyznać, że robi wielkie wrażenie. Sądzę, że podobnego zdania są kibice naszego klubu, bo przecież sprzedaż karnetów idzie wyśmienicie. Widać, że niemal każdy sympatyk Widzewa chce zasiąść na nowym obiekcie przy al. Piłsudskiego.

Kupił pan już kupił karnet na wiosenne mecze drużyny?
Jeszcze nie, ale na pewno znajdę w gronie fanów, którzy są szczęśliwymi posiadaczami wejściówek na całą rundę.

Prowadził pan wielki klub, drużynę, która miała sukcesy, ale obiekt mieliście archaicznym. Teraz jest nowoczesny stadion, a zespół w trzeciej lidze...
Wypada wierzyć, że ten wspaniały obiekt zmobilizuje środowisko do podjęcia wspólnej próby przywrócenia klubowi dawnej świetności. Na pewno w nowej, imponującej infrastrukturze będzie to łatwiejsze zadanie. Taką mam przynajmniej nadzieję. Nie ulega wątpliwości, że przynajmniej jeśli chodzi o obiekt, to wróciliśmy już do krajowej ekstraklasy. Czas teraz na sportowy sukces piłkarskiej drużyny.

To nie będzie takie proste...
Zdaję sobie sprawę, ale trzeba podjąć wyzwanie. Należy pamiętać, że taka okazała, sportowa arena daje inne, znacznie większe możliwości i trzeba zaprosić do współpracy kolejnych sponsorów. Szanujmy obecnych , ale jeśli myśli się o powrocie na piłkarskie salony, to sponsorski portfel musi być znacznie okazalszy. Oczywiście warunkiem konicznym muszą być sukcesy na boisku, bo wtedy znacznie łatwiej rozmawia się z biznesem, który lubi się promować poprzez zwycięzców. Oni potrzebują herosów i trzeba im ich dać.

Co trzeba zatem zrobić?
Należy mieć jasno określone cele, szczegółowy plan działania, nie tylko tego sportowego. W prowadzeniu klubu nie może być przypadkowości oraz niejasności. Przed rokiem rozmawiałem o tym z obecnymi sternikami łódzkiego klubu.

Sylwester Cacek też miał jasno wytyczone cele...
Jest mi go wyjątkowo żal, bo Widzew cierpiał, myślę tu o karach dyscyplinarnych, nie z jego winy. Inna sprawa, że nie bardzo rozumiałem polityki finansowej i personalnej prowadzonej przez byłego bankowca.

Starego stadionu już nie ma. Zostały panu jakieś wspomnienia?
I to wiele. Są te wspaniałe, że łezka się oku kręci, ale mam też te mniej przyjemnie. Kiedy nasza spółka przejęła klub nie było w kasie pieniędzy. Wówczas zdecydowaliśmy się na radykalny ruch. By piłkarze nie pomarzli w kotłowni palono.... deskami ze stadionowych ławek. Należy pamiętać, że wówczas nie było żadnego wparcia władz miasta i regionu. Wszystko spoczywało na naszych barkach. Początki, ale i koniec, nie były łatwe. Ale była też radość, choćby z mistrzostwa Polski czy gry drużyny w elitarnej Lidze Mistrzów.

Gdyby stadion powstał wcześniej, udałoby się uniknąć kłopotów dwóch wcześniejszych piłkarskich spółek?
Nie można w tej chwili przesądzać faktu, jakby się potoczyły losy Widzewa. Nie wolno jednak zapominać, że w zawodowych klubach znaczną część budżetu stanową wpływy z biletów. Gdyby powstał nowoczesny obiekt, to pewnie w kasie byłoby więcej pieniędzy. Wraz z Antonim Ptakiem, który wówczas prowadził ŁKS, byliśmy u władz Łodzi i rozmawialiśmy o takiej inwestycji. Byliśmy gotowi zgodzić się nawet na jeden wspólny obiekt. Niestety, nic nie zdołaliśmy osiągnąć. Pamiętam, że to nas bolało. Nie było przychylności dla sportu, choć przecież wtedy był doskonałe wyniki.

Jan Hofman, Bartosz Kukuć, Paweł Strzelecki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressilustrowany.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.