Tadeusz Cymański: Chciałbym, żeby stanowisko przypadło Polakowi [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Fot. Przemyslaw Swiderski
Łukasz Kłos

Tadeusz Cymański: Chciałbym, żeby stanowisko przypadło Polakowi [ROZMOWA]

Łukasz Kłos

Z Tadeuszem Cymańskim, posłem z klubu PiS, b. deputowanym do Parlamentu Europejskiego, rozmawia Łukasz Kłos.

Pan chciałby, aby stanowisko prezydenta Rady Europejskiej objął niemiecki lub francuski socjalista?

Chciałbym, żeby to stanowisko przypadło Polakowi.

To wybór jest mocno ograniczony. W zasadzie jest żaden. O ile kandydatura Tuska jest mocna, to Saryusza-Wolskiego już nie.

Wybór przewodniczącego jest wynikiem subtelnych, zakulisowych negocjacji. Wiele zależy od postawy Platformy Obywatelskiej - czy jest gotowa szukać kompromisu, czy też nadal chce forsować kandydata, który nie jest akceptowany przez polski, demokratyczny rząd.

Panie pośle, obaj wiemy, że decyzja zapada na szczeblu rządowym, a PO w tych dyskusjach nie ma nic do gadania, bo nie jest partią rządzącą.
Kandydowanie Donalda Tuska w sytuacji, gdy nie ma się poparcia własnego kraju - w tym przypadku wyrażonego wolą rządu RP - jest sytuacją co najmniej dziwną. Tym dziwniejszą, gdy kandydat jest w rodzimym kraju postacią kontrowersyjną. Pewne rzeczy w kraju się zmieniły. I dla nikogo nie było tajemnicą, że wokół Donalda Tuska atmosfera gęstnieje. Jego osoba dzieli polską scenę polityczną i polskie społeczeństwo. Natomiast Saryusz-Wolski może i nie jest gołębiem pokoju, ale to jest człowiek, który cieszy się szerokim i powszechnym poważaniem. A co do jego kompetencji, to przecież nie ulega wątpliwości, że jest to ekspert europejski. Funkcji podobnych nie pełnił, ale stanowisko przewodniczącego Rady go nie przerasta.

Słyszymy, że gdyby PiS poważnie traktowało kandydaturę Saryusza-Wolskiego, to zgłosiłby ją znacznie wcześniej niż na kilka dni przed kluczowym dla sprawy spotkaniem.

Są mi znane te opinie, nie znam jednak kulisów. Może Saryusz-Wolski się wahał? Nie wiem. To nie są proste rzeczy.

Stan gry jest jasny: dosłownie wszystkie rządy, włącznie z przyjaciółmi z Grupy Wyszehradzkiej, chcą Tuska na kolejną kadencję, poza jego rodzimym krajem. Co takiego rząd polski wie o Donaldzie Tusku, czego nie wiedzą pozostałe, iż nie godzi się na jego kandydaturę?

Podstawową rzeczą, o której już powiedziałem, jest to, że kandydat na takie stanowisko nie może budzić kontrowersji i sprzeciwu we własnym kraju. Sam Trzaskowski [Rafał, poseł PO - red.] powiedział, że „Donald Tusk być może nie powinien swoich słów o 16 grudnia wypowiedzieć w Polsce”. Teraz przyznaje, że to był błąd?

Słowa padły, ale jakie konkretne jego działania zaszkodziły RP?

Proszę pana, mówię o ocenie działalności Donalda Tuska przez rząd polski. Można się z tą oceną zgadzać lub nie, ale taka jest i to powinno zostać uszanowane. Chcemy kandydata wartościowego i takiego proponujemy. A przecież Jacek Saryusz-Wolski nie był z naszej „stajni”. To człowiek, który ma poważanie też u swoich przeciwników, a to w polityce bardzo rzadka i wartościowa rzecz.

Ale czy warto zgłaszać kandydaturę Saryusza-Wolskiego, nawet ryzykując utratę przez Polaka tak istotnego stanowiska? Przecież za chwilę szef Rady Europejskiej będzie negocjował warunki rozwodu Wielkiej Brytanii z UE. Dla Polaków na Wyspach chyba lepiej, by to Polak był wtedy w centrum wydarzeń?

Odpowiedzialności za bieg wydarzeń nie można składać tylko po jednej stronie sceny politycznej. Mamy w Polsce spór, dwie strony obstają przy swoich racjach - potrzebny jest kompromis. A ten, jak wiemy, wymaga ustępstw.

Mówi Pan o sporze w Polsce, a decyzja zapada na szczeblu europejskim. Tu sporu nie ma.

Ale czy można mieć pretensje do rządu, że ocenia prezydenturę Tuska z perspektywy wydarzeń w kraju? Ta sprawa jest dowodem na to, jak wciąż żywo splatają się sprawy europejskie z sytuacjami w krajach członkowskich. Łatwo strzelać z armat, ale nikt tak naprawdę nie wie, jak się dalej potoczą wydarzenia. Pewne rzeczy stają się zrozumiałe dopiero z czasem. Prawda jest córką czasu.

Sławomir Neumann mówi, że działania rządu to zdrada stanu.

Milczenie - skarb wszelkiej polityki. Milcząc - nie urazisz, milcząc - zbędziesz, milcząc - dokażesz, milcząc - wyrozumiesz. Człowiek mówić uczy się szybko, ale wymownie zamilknąć czasem i stary nie umie. Sławek Neumann chyba przegiął. Choć wyobrazić sobie można wszystko.

Łukasz Kłos

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressilustrowany.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.