Świetne „Czarownice z Salem” Teatr Jaracza w koprodukcji ze Szkołą Filmową

Czytaj dalej
Fot. Teatr Jaracza
Renata Sas

Świetne „Czarownice z Salem” Teatr Jaracza w koprodukcji ze Szkołą Filmową

Renata Sas

Przez ostatnie dwa sezony Teatr im. S. Jaracza nie rozpieszcza widowni realizacjami na miarę pozycji, jaką miał wcześniej.

Aż tu naraz „Czarownice z Salem”! Koprodukacja z PWSFTviT, z obchodzącym 70-lecie Wydziałem Aktorskim. Reżyseria, dekoracje, kostiumy - rektor prof. Mariusz Grzegorzek. Sobotnia premiera okazała się prezentacją mocy teatru. Tekst Arthura Millera jest dla sceny nieustająco atrakcyjny - wiele emocjonujących ról, oprawa może być tania.

A to, co szczególnie przejmujące - przeraźliwe, nakręcające się dylematy religijnego integryzmu, obskurantyzmu i obsesji, współegzystencji i współzależności sfery transcendentalnej z władzą, psychologiczne mechanizmy rządzące histerią tłumu, wreszcie manipulowanie religią z niskich pobudek - zemsta, zazdrość, pazerność... Wszystkie co jakiś czas intensywnie ujawniają się w życiu publicznym, dając teatrowi szansę zabrania głosu w dyspucie. W inscenizacji ta sfera odsłaniana jest z powagą, myślą, ironią, a wpisana w czarno-białe graficzne tło dopowiedziane obrazem filmowym, zwiewnością tkanin, muzyką (od wielkiej po disco-polo) nabiera siły. Sceny przenikają się, oddając grozę indywidualnych i zbiorowych doświadczeń.

Grzegorzek perfekcyjnie punktuje sens zdarzeń. Odnosi się do stanu społecznego ducha - jest śmiesznie, strasznie i proroczo. Stworzył z „Czarownic...” wywód o miażdżeniu społecznej struktury przez sojusz funkcjonariuszy wiary z funkcjonariuszami władzy, wyposażonymi w moc zabijania w zgodzie z prawem, o tym, jak nadmierna walka ze złem nieuchronnie wiedzie do... triumfu zła. Czy to jest aktualne? Jest i boli, ale jest... Aktorzy spisali się świetnie. Od Proctora - Ireneusza Czopa (wreszcie ma co grać w swoim teatrze) i Agnieszki Więdłochy jako delikatnej, bezwzględnej Abigail (która rozpętała piekło prześladowań), Piotra Krukowskiego - męża skazanej „Czarownicy” (Zofia Uzelac), po wyrachowanego pastora Parrisa (Michał Staszczak) i „nawiedzoną” jego córkę Betty (Paulina Walendziak, studentka III roku). Inscenizacja mrozi analogiami do teraźniejszości i ujmuje sposobem prezentacji. Pozycja obowiązkowa!

Renata Sas

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressilustrowany.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.