Pół miliona nagrody za pomoc w ujęciu sprawców napadu na kantor

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Kasprzak
Piotr Jach

Pół miliona nagrody za pomoc w ujęciu sprawców napadu na kantor

Piotr Jach

Pół miliona nagrody za pomoc w ujęciu sprawców napadu na kantor. Okradziony biznesmen żywi cień nadziei, że odzyska stracone pieniądze Już raz się udało...

Powiedzieć, że jeśli ktoś dwukrotnie traci wielkie kwoty pieniędzy, to ma po prostu pecha byłoby zapewne trywialne. Zwłaszcza, jeśli ten drugi raz, to kradzież z włamaniem, czego w żaden sposób nie można złożyć na karb złośliwości losu czy braku fartu. Co innego z pierwszym przypadkiem... Ale po kolei.

Pół miliona za półtora

Nawet ogólnopolskie media odnotowały wysokość nagrody, jaką wyznaczył właściciel łódzkiego kantoru wymiany walut za wskazanie sprawców kradzieży sejfu z pieniędzmi, który trzej bandyci skradli mu w grudniu z siedziby firmy. Kwota 500 tysięcy złotych zaoferowana za pomoc w ujęciu włamywaczy (równowartość ponad 100 tysięcy dolarów, za które można by kupić co najmniej kilka dobrych aut lub choćby jedno super), mogła rozbudzić nie tylko wyobraźnię ale też ciekawość. Choćby co do rozmiaru straty. Marian Knapik, właściciel obrabowanego kantoru zbywa temat mruknięciem: „Trzy razy więcej”. Gdyby udało się stratę odzyskać, po wypłacie nagrody jeszcze coś by zostało. Niestety, złapanie złodziei wcale, w najmniejszym nawet stopniu, tego nie gwarantuje. Niemniej jednak - słowo się rzekło, a że nie zostało rzucone na wiatr świadczą czarno na białym ogłoszenia publikowane na łamach dwóch gazet, tym także „Expressu”.

Sejf z walutą

Przypomnijmy zatem fakty. Krótko przed północą z 18 na 19 grudnia zamaskowani bandyci wdarli się do budynku przy ul. Zachodniej 23/25, w której mieści się kantor Mariana Knapika. Obezwładnili nocnego portiera. Pobili go, związali i rzucili na podłogę. Nie zważając na nagrywające ich poczynania kamery monitoringu ani wyjący alarm, używając przyniesionych ze sobą łomów wyważyli drzwi do kantoru. Spod lady okienka kasy wydarli ważacy blisko sto kilogramów sejf z pieniędzmi. Przetaszczyli go na podwórze posesji, a potem - przechodząc przez siedzibę firmy informatycznej zajmującej pomieszczenia po drugiej stronie budynku, wyrzucili przez okno na ul. Wólczańską. Kasę zapakowali na kipę białego dostawczaka, który odjechał w stronę ul. Struga.

Czy ktoś mógł ich widzieć? Czy ktoś wiedział o napadzie? Czy ktoś posiada informacje mogące pomóc w ujęciu bandziorów? Marian Knapik wierzy, że tak i - jak dziwnie by to nie brzmiało - ma ku temu własne powody.

- Ogłoszenie do prasy i wyznaczenie nagrody już mi raz w życiu pomogło. Może pomoże i tym razem.
I tu właśnie dochodzimy do pecha. Bo zgubić prawie milion w walucie (według obecnych kursów) to naprawdę jest niefart.

Torba z pieniędzmi

25 maja 2011 r. Marian Knapik miał na głowie mnóstwo spraw. Wychodząc z domu bardzo się śpieszył. Torbę, w której miał walutę kantoru - 200 tysięcy dolarów i 20 tysięcy funtów! - wrzucił do bagażnika swojego focusa i ruszył w drogę. Nie zauważył, że pokrywa nie całkiem się zamknęła. Na ul. Legionów auto wpadło w dziurę. Wóz podskoczył, niedomknięte drzwi bagażnika otworzyły się, a torba z forsą wypadła na jezdnię. Że jedzie z otwartymi tylnymi drzwiami pan Marian zorientował się dopiero po dobrej chwili. Natychmiast zawrócił, ale torby już nie znalazł.

Załamany zawiadomił policję. W desperacji, nie obiecując sobie zbyt wiele, dał też ogłoszenie do prasy oferując wysoką nagrodę za pomoc w odzyskaniu torby. Żeby nie zaniechać niczego, podobne obwieszczenie wydrukował na kartkach i rozwieszał na mieście wciąż nie mogąc wybaczyć sobie własnego gapiostwa. Już zaczął się godzić ze stratą, gdy... Na ul. Legionów, gdzie przyklejał kolejne ogłoszenie, podszedł do niego starszy mężczyzna.

- Czy pan coś zgubił? - zapytał, a gdy biznesmen potwierdził, zadawał kolejne pytania.
- Ile tam było?
- 200 tysięcy dolarów.
- I?
- 20 tysięcy funtów.
- To wszystko?
- Były jeszcze klucze - przyznał pan Marian.

Torba wraz z zawartością wróciła do właściciela. Kasy było w niej wprawdzie nieco mniej, ale wciąż zdecydowanie większość. Znalazca zainkasował kilka tysięcy złotych znaleźnego, a Marian Knapik do tej pory nie może uwierzyć w swoje szczęście i ludzką uczciwość. Właśnie to ostatnie pozwala mu wierzyć, że może i tym razem się uda. Czeka na telefon.

Śledztwo trwa

Sprawą napadu na kantor zajmuje się policja i prokuratura. Szczegóły dochodzenia są objęte tajemnicą, więc o postępach czy podejrzanych trudno mówić. Czy inicjatywa poszkodowanego wniesie coś do postępowania - trudno powiedzieć. Uważa się, że wyznaczenie nagrody za pomoc w śledztwie miewa zarówno dobre, jak i złe skutki.

- Nagroda często wabi przypadkowe osoby, które skuszone wizją zysku - nawet nieświadomie - kierują śledztwo na fałszywe tropy - mówi asp. sztab. Radosław Gwis z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. - Z drugiej jednak strony, jeśli nagroda może w kimś obudzić obywatelską postawę i chęć pomocy organom ścigania, to bez wdawania się w ocenę takiej motywacji zawsze istnieje cień szansy na uzyskanie tą droga informacji, które mogą przyczynić się do postępów w śledztwie. Przecież w szczególnie bulwersujących sprawach również sama policja sięga niekiedy po ten środek zachęty. Nie zapominajmy, że współpraca społeczeństwa miewa zazwyczaj zasadniczy wpływ na skuteczność policjantów, którzy bez pomocy zwykłych obywateli często niewiele mogą.

Piotr Jach

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.