Monika Komaniecka-Łyp historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Obserwacja dyplomatów w PRL

Źródła sygnalizacyjnych na fragmencie trasy Kraków-Zakopane Fot. archiwum Źródła sygnalizacyjnych na fragmencie trasy Kraków-Zakopane
Monika Komaniecka-Łyp historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

W okresie PRL dyplomaci z krajów zachodnich byli uważani za szpiegów. Podejmowano zatem wobec nich działania kontrwywiadowcze, za które był odpowiedzialny Departament II MSW

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych korzystało przy tym ze wsparcia centralnego Biura „B” i Wydziałów „B” w województwach, które zajmowały się prowadzeniem obserwacji.

Biuro „B” MSW i Wydziały „B” w województwach prowadziły obserwację dyplomatów z krajów zachodnich i cudzoziemców przebywających czasowo na terenie PRL, którzy byli rozpracowywani przez Departament II MSW. Zgodnie z przepisami śledzeni byli w sposób tajny i zakonspirowany, przy użyciu odpowiednich środków i metod. Obserwacja dyplomatów miała na celu ustalenie osób, z którymi się kontaktowali, „martwych skrzynek”, służących za miejsce składania ewentualnych materiałów wywiadowczych oraz pozwalała na przejęcie korespondencji wrzucanej przez nich do skrzynek pocztowych lub w urzędzie pocztowym.

Biuro „B” prowadziło stałą obserwację ambasad. W latach 60. ze względu na ograniczone możliwości kadrowe objęto nią tylko dwie placówki: Stanów Zjednoczonych i Izraela. W 1966 r. liczba odwiedzających ambasadę USA wynosiła 45 107 osób, z czego pion obserwacji zidentyfikował 530 kontaktów. Stanowiło to zaledwie 1,1 proc. ogólnej liczby osób odwiedzających tę placówkę, co świadczyło o ograniczonych możliwościach „przerobowych” funkcjonariuszy. W latach 70. rozszerzono stałą kontrolę obserwacyjną i objęto nią cztery główne ambasady państw zachodnich (USA, Francji, RFN i Wielkiej Brytanii), wokół których zorganizowano stałe punkty zakryte (SPZ), czyli lokale, z których była dobra widoczność na obserwowane placówki. Do „ochrony” ambasad wykorzystywano również Batalion Specjalny Komendy Stołecznej MO, którego pracownicy przekazywali sygnał o konieczności śledzenia osoby wychodzącej z placówki.

Wojewódzkie Wydziały „B” również prowadziły obserwację placówek dyplomatycznych na swoim terenie z punktów zakrytych. W Krakowie Konsulat Francji od marca 1955 do 1977 r. znajdował się przy ul. Krupniczej 5, a następnie został przeniesiony do budynku na ul. Stolarskiej 15. Również w połowie lat 70. powstał konsulat USA przy ul. Stolarskiej 6. Dla dogodnej obserwacji konsulatów generalnych Wydział „B” zorganizował zakryte punkty obserwacyjne: „Komin” (przy Placu Dominikańskim 4), „Krawiec” (w siedzibie Krakowskiej Odzieżowej Spółdzielni Pracy przy Rynku Głównym 12) i „Strych” (przy ul. Stolarskiej, od strony Małego Rynku). Funkcjonariusze przebywający w tych lokalach obserwowali personel placówek i osoby je odwiedzające oraz w sposób zakamuflowany robili im zdjęcia. Wydział „B” prowadził również kilkudniową obserwację konsulów oraz ich miejsca zamieszkania na zlecenie Wydziału II.

Obserwacja jawna

Oprócz obserwacji tajnej, prowadzono wobec dyplomatów obserwację jawną. Miała ona charakter zapobiegawczy, a jej celem było uniemożliwienie figurantowi - czyli osobie poddanej inwigilacji - wykonania działań w sytuacji, kiedy wiedział, że jest śledzony. Podlegali jej głównie attachés wojskowi, którzy wyjeżdżali w pobliże strategicznych obiektów wojskowych, zbierali dane o ich funkcjonowaniu i rozmieszczeniu, przeprowadzali ich lustrację i robili zdjęcia. Kierownictwo Biura „B” zauważyło, że w połowie lat 60. attachés wojskowi przestali wyjeżdżać właśnie z powodu jawnej obserwacji. Zwrócono uwagę, że kiedy attachés wyjeżdżali z Warszawy nieobjęci obserwacją i byli obserwowani przez terenowe jednostki, to wówczas zaprzestawali penetracji i wracali do Warszawy.

W przypadku stwierdzenia faktu penetracji obiektu wojskowego, funkcjonariusze pionu „B” zwracali się do jawnych służb (Milicji Obywatelskiej, Wojska Polskiego, Wojskowej Służby Wewnętrznej) o interwencję, ponieważ oni sami nie mieli legalnych podstaw do zatrzymania dyplomaty. Niekiedy wywiadowcy podawali się za przedstawicieli tych służb, chcąc wylegitymować dyplomatę, czy próbując odebrać mu aparat fotograficzny. Sytuacje takie nie przynosiły pozytywnego rezultatu, ponieważ dyplomaci zasłaniając się immunitetem nie oddawali swojego sprzętu i odjeżdżali.

Jako przykład można podać sytuację z Krakowa z kwietnia 1971 r. Tutejszy Wydział „B” otrzymał informację o pojawieniu się samochodu marki Austin, nr rej. WZ-1285, na terenie Oświęcimia. Jechał nim Donald Lear, attaché wojskowy ambasady Wielkiej Brytanii w Warszawie - któremu wywiadowcy nadali pseudonim „Bulwa” - wraz z żoną i dwoma synami. Przybyli oni do Krakowa i zamieszkali w Hotelu Francuskim. W ciągu dwóch kolejnych dni attaché wraz z rodziną zwiedzał Kraków i Małopolskę przejeżdżając również koło jednostek wojskowych, np. w przy ul. Ujejskiego w Tarnowie. 5 kwietnia, jak czytamy w meldunku Wydziału II, „pojechał ul. Szwedzką, Praską, objechał Jednostkę Wojskową w Pychowicach, gdzie został zatrzymany przez żołnierza pełniącego służbę podczas robienia zdjęć obiektu wojskowego. Zdjęcia były mu robione na tle budynku, a kiedy przybył patrol WSW wylegitymował go i zwolnił. Następnie dojechał do al. 29 Listopada udając się w kierunku Warszawy”.

Kontrwywiadowcze zabezpieczenie terenu

Od połowy lat 60. Wydziały „B” w województwach aktywnie włączyły się do operacji Departamentu II zabezpieczenia terenu kraju przed penetracją dyplomatów i cudzoziemców z krajów zachodnich poprzez zorganizowaną sieć informacyjną. W pierwszej połowie lat 70. koordynatorem całego przedsięwzięcia zostało Biuro „B” w centrali, a wykonawcą w terenie Wydziały „B” i Sekcje „B” w 49 województwach. Meldunki z województw spływały do Stanowiska Dowodzenia Biura „B”.

System zabezpieczenia terenu polegał na stworzeniu osobowej sieci sygnalizującej o przejazdach samochodów z rejestracją „WZ” na głównych trasach wylotowych z miasta i drogach dojazdowych.

Źródła sygnalizacyjne

Na przykład Wydział „B” w Krakowie w 1976 r. miał 32 „źródła sygnalizacyjne” (inaczej powiadamiania), z czego 21 na stacjach CPN, a 11 na parkingach strzeżonych w Krakowie. Osoby współpracujące z SB na stacjach CPN przekazywały telefonicznie do dyżurnego Wydziału „B” informacje o przejazdach samochodów z rejestracją „WZ”, natomiast personel parkingów strzeżonych dostarczał informacji o parkowaniu czy przejazdach samochodów kierownikowi parkingu, współpracującemu z SB jako kontakt operacyjny i za jego pośrednictwem informacje wpływały do Wydziału „B”. Na początku II połowy lat 80. sprawę rozszerzono o cudzoziemców czasowo przebywających w PRL, a poruszających się samochodami osobowymi z rejestracjami zaczynającymi się na „I”. Nadal wykorzystywano sieć źródeł na stacjach CPN oraz powołano stałe punkty zakryte (SPZ) przy trasach wylotowych z miasta, które obsługiwała tzw. nieetatowa służba obserwacyjna. Emerytowani funkcjonariusze SB i MO pracowali na zmiany zgodnie z grafikiem pracy, byli opłacani z funduszu operacyjnego oraz rejestrowani w ewidencji operacyjnej jako tajni współpracownicy. Przekazywali pisemnie informacje o markach przejeżdżających samochodów, ich numerach rejestracyjnych, czasie przejazdu (dokładna godzina), kierunku jazdy oraz liczbie znajdujących się w nich pasażerów.

Celem tej szeroko zakrojonej akcji była chęć kontroli polskich służb nad potencjalną i faktyczną działalnością obcych wywiadów, którą prowadzili dyplomaci i cudzoziemcy. Było to jednak złudne poczucie, ponieważ możliwości SB były ograniczone.

Na przykład w 1984 r. Biuro „B” łącznie korzystało z 62 SPZ usytuowanych w całym kraju przy głównych trasach, z których uzyskano 40 443 informacje o przejazdach dyplomatów, w tym 219 podróżach attachés wojskowych. W 1985 r. zanotowano ponad 5 tys. penetracyjnych wyjazdów pracowników placówek dyplomatycznych, z czego ponad 4 tys. z placówek USA, Wielkiej Brytanii, Francji i RFN.

Głównym problemem pionu „B” był brak możliwości wypracowania skutecznej taktyki działania ze względu na brak szczegółowych wytycznych ze strony Departamentu II. Konsekwencją tych często niezaplanowanych działań były duże nakłady finansowe i środki, a nikłe wyniki.

Monika Komaniecka-Łyp historyk, pracownik IPN, Oddział w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressilustrowany.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.