Numer „na mechanika” - psują, „naprawiają” i żądają pieniędzy

Czytaj dalej
Edward Mazurkow

Numer „na mechanika” - psują, „naprawiają” i żądają pieniędzy

Edward Mazurkow

Łódzcy policjanci zatrzymali dwóch oszustów wyłudzających pieniądze metodą „na mechanika”. Najpierw uszkodzili kobiecie samochód, a później zaproponowali jego naprawę. Za „usługę” zażądali 500 zł.

Do zdarzenia doszło na parkingu przed multimarketem i sklepem z akcesoriami biurowymi przy ul. św. Teresy. 35-latka przyjechała tam czerwonym fiatem seiecento. Zaparkowała auto i poszła na zakupy. Gdy wróciła i chciała uruchomić silnik, ten ani drgnął. Wtedy podszedł do niej czterdziestokilkuletni mężczyzna i zaproponował pomoc. Powiedział, że jest ze swoim dziadkiem, który potrafi naprawiać samochody. Kobieta zgodziła się, żeby nieznajomi jej pomogli.

Starszy z nich podniósł maskę silnika i po „zdiagnozowaniu” awarii przystąpił do wymiany „uszkodzonych” elementów. Powiedział, że 35-latka jest w czepku urodzona, bo tak się szczęśliwie składa, że nowe części, takie jak uszkodzone, ma przypadkiem w swoim samochodzie. Po około 20 minutach „mechanik” stwierdził, że seiecento jest naprawione i należy się... 500 zł. Łodzianka zaprotestowała. Powiedziała, że jest to wygórowana kwota. Mężczyźni jednak twardo domagali się zapłaty. Kobieta zastosowała podstęp. Powiedziała, że musi pójść po gotówkę do bankomatu. Gdy zniknęła nieznajomym z oczu, zatelefonowała do męża i na policję. Mąż kobiety szybko przyjechał i małżonkowie poprosili o pomoc ochronę sklepu.

Pracownicy ochrony zablokowali drogę ucieczki rzekomym mechanikom i przekazali ich w ręce patrolu policji, który przyjechał na miejsce. Funkcjonariusze wylegitymowali podejrzanych. Okazało się, że są to 74-letni mieszkaniec Gniezna i jego młodszy o trzydzieści lat krajan. „Mechanicy” szli w zaparte. Mówili, że chcieli tylko pomóc kobiecie i że jest im ona winna za naprawę auta 500 zł. Mieli jednak pecha, gdyż ich pobyt na parkingu sfilmowały kamery monitoringu.

Na nagraniu wyraźnie widać, że gdy kobieta poszła do sklepu, jeden z mężczyzn otworzył maskę jej seicento i grzebał pod nią.

To nie pierwszy taki przypadek. Wcześniej na pobliskim parkingu oszuści zatykali rury wydechowe aut, którymi przyjeżdżały samotne kobiety i za pomoc w „naprawie” samochodu też kazali sobie słono płacić. Nie wiadomo, ile pań naciągnęli w ten sposób.

Edward Mazurkow

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressilustrowany.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.