Najlepszy „Japończyk” pośród obcych

Czytaj dalej
Fot. Archiwum Czesława Zabiegły
Magdalena Głaz

Najlepszy „Japończyk” pośród obcych

Magdalena Głaz

Czesław Zabiegło, emerytowany kryminalistyk ze Złotego Stoku, od 30 lat tworzy zbroje samurajów. A Niedawno wygrał prestiżowy konkurs zorganizowany przez jedną z japońskich telewizji.

Złoty Stok, niewielkie miasteczko w Sudetach Środkowych, za placem Kościelnym droga prowadząca do góry. Niewielki domek jakby przykucnął na wzniesieniu, góruje nad miasteczkiem, oddalony od zgiełku zarówno małego, jak i wielkiego miasta.

Samotnia płatnerza

- Postanowiłem, że tę ostatnią część życia spędzę tak, jakbym chciał – opowiada Czesław Zabiegło. - Co roku przyjeżdżałem w Sudety z plecakiem i namiotem. Zwiedzałem góry. Złoty Stok był pierwszym przystankiem w drodze z Bytomia, gdzie mieszkałem. Zresztą, poniekąd, Czesław Zabiegło znów był u siebie, bo urodził się tuż po II wojnie światowej na Dolnym Śląsku, a dokładniej w Kamiennej Górze.

Decyzji o powrocie przyświecał jasny cel – poświęcenia się pasji. I jest to poświęcenie dosłowne. Czesław Zabiegło wydzierżawił od miasta starą przepompownię i zagospodarował dwa niewielkie pomieszczenia. Jedno z nich zostało przeznaczone na pracownię, w której stoją wszelkie przyrządy potrzebne do tworzenia zbroi. Na stole leżą poukładane zdjęcia, szkice, a przy wejściu dwie zbroje czekają na odbiorców. Drugie pomieszczenie jest miejscem do odpoczynku – łóżko, stolik oraz biblioteczka, której pokaźną część stanowią książki o tematyce japońskiej.

Pan Czesław żyje niemal jak pustelnik. Warunki są skromne, żeby nie powiedzieć spartańskie – pomieszczenia są nieogrzewane, zawilgocone, a rodzina – daleko. W Bytomiu zostawił żonę (która przez lata przyzwyczaiła się do pasji męża), trzy dorosłe córki oraz wnuczkę, która dzisiaj pilnuje dziadka, spoglądając ze zdjęcia stojącego na biblioteczce. Codziennie towarzyszy mu samotność. – Początkowo śpiewałem wszystkie znane piosenki i mówiłem do siebie opowiada. – Potem się przyzwyczaiłem. Choć bywają chwile, zwłaszcza latem, kiedy wstaję dużo wcześniej: otwieram okno i pierwsza myśl, jaka przychodzi mi przez głowę to ta, że ewakuowali Złoty Stok, a o mnie zapomnieli.

Skromny przepych

Czesław Zabiegło nie pamięta, kiedy wykiełkowała jego pasja do sztuki japońskiej. Wie za to, co było pierwszym dziełem. – Kiedyś od najstarszej córki dostałem książeczkę o uzbrojeniu militarnym z różnych miejsc na świecie. Zafascynowała mnie fotografia przedstawiająca kabuto, czyli tradycyjny hełm samurajski. W starej kamienicy miałem służbówkę. Kładłem kowadło na kolanach, żeby nie zakłócać spokoju sąsiadom i pukałem. Chyba ta praca była udana, bo sprzedałem ten hełm – mówi. Do dzisiaj ma na koncie ponad 20 zbroi, a każda jest wykonana z niezwykłym pietyzmem i starannością. Na stworzenie jednej przeznacza około 1500 godzin, ponad pół roku pracy po 8-10 godzin dziennie.

Tutaj przydają się umiejętności wyniesione z pracy zawodowej. Jako kryminalistyk zajmował się oględzinami miejsca zdarzeń, zbieraniem śladów, musiał się wykazać zmysłem analitycznym i cierpliwością.
Materiał na stworzenie zbroi kosztuje niewiele, bo ok. tysiąca złotych. Najczęściej używa blachy stalowej, mosiądzu, miedzi, do ozdabiania wykorzystuje skórę (zdarza się, że od paska ze spodni), sztucznego jedwabiu, kolorowych tkanin. - Czasami kupuję droższe złoto płatkowe – opowiada. - Gdybym zechciał jednak sprowadzać taśmy, sznury jedwabne i inne oryginalne akcesoria z Japonii, wszystko byłoby dużo droższe.

Uzbrojenia są dopracowane pod względem technicznym oraz bogato zdobione. Wszystko zgodnie z pierwowzorem. Bo Japonia - jak mawiał Feliks Jasieński, krytyk i kolekcjoner, znawca sztuki japońskiej – to skromny przepych.
Zbroje tworzone przez Czesława Zabiegłę nie są replikami – takie zrobił zaledwie dwie. Ciągle podkreśla, że to kolekcja autorska, stworzona na podstawie zdjęć, akwarel, opisów. Stara się, by były bliskie oryginału, ale skoro nie ma możliwości, by zmierzyć, sprawdzić, podpatrzeć, o replikach nie można mówić. Dostosowuje je także do europejskiego klienta, dlatego są szersze i wyższe niż japońskie pierwowzory. - Kiedyś musiałem znacznie zmienić proporcje – opowiada. - Klient był bardzo wysoki i ważył ze 140 kilo.

Gotowe zbroje ważą ponad 20 kilogramów. Są solidne i mogłyby być wykorzystywane do samurajskich walk, bo dobrze amortyzują ciosy. Każda kosztuje przynajmniej 2,5 tysiąca dolarów. I wcale nie brakuje odbiorców, a nawet z roku na rok jest ich coraz więcej. Najczęściej trafiają w ręce prywatne, można je także znaleźć w klubach sztuk walk. Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie wypożycza zbroje autorstwa Czesława Zabiegły na wystawy muzealne. Swoje egzemplarze mają też dwie starsze córki, a najmłodsza jeszcze czeka cierpliwie na swój egzemplarz.

Marzenie życia

Późną wiosną zeszłego roku do Złotego Stoku przyjechała japońska telewizja. Japończycy znaleźli w internecie informację o dziełach stworzonych przez Czesława Zabiegłę i zaprosili go do konkursu „Who wants come to Japan?”, przeznaczonego dla Europejczyków zafascynowanych Japonią. Prace pana Czesława zostały najwyżej ocenione, a nagrodą był wyjazd do kraju Samurajów. - Spełniło się marzenie mojego życia – mówi wzruszony.

Podczas wizyty w Japonii spotkał najważniejszego japońskiego płatnerza (twórcę zbroi), mistrza w kolejnym pokoleniu. Miał okazję przyglądać się jego pracy. - Polecono mi przywieźć jedną zbroję, którą mistrz pozytywnie ocenił. Wziąłem ze sobą replikę zbroi łuskowej z XII wieku, stworzoną na podstawie akwarelki namalowanej przez Szkota mieszkającego wiele lat w Japonii i zajmującego się batalistyką – wyjaśnia pan Czesław.

Tylko dla tego jednego projektu wykonał ponad cztery tysiące malutkich blaszanych łusek, w każdej z nich zrobił 10 mikroskopijnych otworów i przewiązał skórzanymi tasiemkami. Według japońskich zasad z mistrzem się nie dyskutuje – mistrza się słucha. Dlatego spotkanie obu panów pełne było milczenia. – On mówi jeszcze mniej ode mnie – śmieje się pan Czesław.

Podczas spotkania z mistrzem nagle usłyszał: „Niech się pan się rozbiera”. - Zostałem w spodenkach i podkoszulku, a mistrz ubrał mnie w 400-letnią zbroję – opowiada przejęty. - Mentalnie przeniosłem się w inny świat. Przestałem istnieć dla współczesności.

Czesław Zabiegło wzdycha, że mógłby przenieść się do Japonii, mimo że nie rozumie ciągle mentalności Japończyków tak dalekiej od naszej, europejskiej. Barierą są zarówno finanse, jak i ograniczenia językowe. W pokoju czeka zapakowany prezent dla japońskiego mistrza – okulary grawerskie. Może to znak, że zawarta w Azji znajomość będzie miała swój ciąg dalszy?

Autor: Magdalena Głaz

Magdalena Głaz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.