Na ostrzu noża

Czytaj dalej
Bohdan Dmochowski

Na ostrzu noża

Bohdan Dmochowski

Ponad dwa tysiące złotych - tyle zgodził się zapłacić klient za wykonany na zamówienie w łódzkim warsztacie nożowniczym elegancki nóż składany, z wiecznym piórem i długopisem na dodatek. Na podobne ostre cacka zapisało się kilku kolejnych chętnych - w tym mieszkaniec Singapuru. Łodzianie, którym niewiele mówią nazwy japońskich noży - kai, santoku, magaroku czy kobe, jeszcze mniej wiedzą o nożach wytwarzanych w ich rodzinnym mieście. To składane noże, tworzone ręcznie z kilkudziesięciu detali.

Wykonane są ręką łodzianina, Bartosza Hermana, 28- latka po studiach politechnicznych, który połączył hobby z biznesem.

- Na razie nie wychodzę na swoje, więcej zarabiałbym na kasie w hipermarkecie, ale do noży mam słabość - przekonuje.

Z taboretu do biznesu

Fascynację tym ostrym przedmiotem, rozpalił w nim pokazywany na You Tubie filmik o kowalu, który wykuwa jakiś nóż.

- Akurat nudziłem się w wakacje i strzeliło mi do głowy, żeby ze znalezionego w piwnicy starego tasaka też zrobić sobie nóż - opowiada. - Przytroczyłem ten tasak do taboretu, zacząłem piłką i młotkiem tworzyć coś na kształt głowni, ale nie wyszło. Nie wyszło też za drugim i trzecim razem, ale za czwartym zrobiłem całkiem zgrabny myśliwski nóż.

Dziś Bartosz Herman, właściciel nietuzinkowej łódzkiej firmy rzemieślniczej przy ul. Przybyszewskiego, wykrawa szlifuje i ostrzy składane noże.

Od hobby do nożowego biznesu przeszedł mniej więcej dwa lata temu, początkowo z przerobioną szlifierką do drewna na wyposażeniu. Walczył z przeznaczonymi na głownie arkuszami super twardej blachy, inwestował w surowce, oprzyrządowanie warsztatu . Projektował nowe wzory noży składanych, których nie należy mylić z wielofunkcyjnymi scyzorykami. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie trzy okoliczności. Pierwsza: głownie noży z logo „Herman” wykrawane są z trzech odmian niezwykle twardej stali proszkowej, m.in. Elmax i M 390. Druga: rękojeści z tytanu wykończanego skamieniałymi zębami trzonowymi mamuta. Trzecia okoliczność: warsztat „Bartosz Herman Knives” jest jednym z zaledwie kilku w Polsce.

Na adres mailowy Bartosza Hermana napływają pytania i zamówienia od kolekcjonerów i miłośników noży z Polski i Europy. Wśród niewielkiej jeszcze, ale elitarnej grupy rzeczywistych i potencjalnych nabywców, są podróżnicy, żeglarze, lekarze, muzycy.

Na początku jest ogień

Snop iskier atakuje betonową podstawę szlifierki, na której wykroje ze stali zamieniają się w rękach rzemieślnika w głownie. Zanim przeistoczą się one w noże składane, zahartowane, wypolerowane, wyostrzone i osadzone w ozdobnej rękojeści, minie wiele dni.

Na zamówione noże czeka się długo, nawet kilka miesięcy. Poczeka też pan Bogdan, który wpadł do warsztatu po rzadkiej urody dwa noże po 1000 zł sztuka na prezenty dla biznesowych partnerów.

Bohdan Dmochowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressilustrowany.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.