Paweł Chwał

Mój synek mógł umrzeć, bo lekarze nie wierzyli nam, że połknął baterię

Mój synek mógł umrzeć, bo lekarze nie wierzyli nam, że połknął baterię Fot. archwium
Paweł Chwał

Sąd w Jaśle skazał tarnowskich medyków za to, że doprowadzili do rozstroju zdrowia u trzylatka. Chłopiec cierpiał przez sześć dni, bo zwlekano z wykonaniem prześwietlenia klatki piersiowej.

Piotruś ma już siedem lat, ale w pamięci wciąż ma zdarzenie z 2013 roku. Po tym, jak połknął płaską, okrągłą baterię, dosłownie otarł się o śmierć.

Niebezpieczny przedmiot aż sześć dni tkwił w przełyku malca, zagrażając aorcie. W każdej chwili z baterii mógł wylać się elektrolit, bo lekarze, którzy badali dziecko w szpitalu, zbagatelizowali problem i nie zlecili prześwietlenia klatki piersiowej.

- Piotruś ma malutką siostrę. Doskonale pamięta, jak bardzo wtedy cierpiał i jak dużo najedliśmy się wszyscy strachu. Przezornie odsuwa od niej wszystkie drobne przedmioty, aby przypadkiem nie wzięła ich do buzi - opowiada Ewa Piwowarska, mama chłopca.

Na tropie baterii

Kobieta niechętnie wraca do dramatycznych wydarzeń sprzed czterech lat. Wezwała pogotowie zaraz po tym, gdy jej syn nagle zaczął się krztusić i wymiotować. Chłopiec powiedział jej, że „połknął metal” i wskazał na okulary 3D.

Nie było w nich płaskiej baterii. Karetka zawiozła dziecko na SOR szpitala św. Łukasza, gdzie badający go lekarz dyżurny zlecił m.in. wykonanie RTG jamy brzusznej. Ponieważ prześwietlenie nie wykazało w niej ciała obcego, 3-latek został wypisany do domu.

Gdy na drugi dzień syn gorączkował i jego mama ponownie zadzwoniła na izbę przyjęć, usłyszała, że nie ma potrzeby sprowadzać go ponownie do szpitala. Dziecko zbadał pediatra na opiece całodobowej, ale stwierdził jedynie infekcję i przepisał lek na gorączkę.

Tkwiącą w przełyku baterię wykazało dopiero zdjęcie rtg klatki piersiowej. Wykonano je w szpitalu św. Łukasza dopiero po sześciu dniach od pierwszej wizyty, na stanowcze żądanie matki chłopca, którego stan z dnia na dzień coraz bardziej się pogarszał.

Lekarz, który wyszedł do nas, powiedział żebyśmy byli przygotowani na najgorsze.

Dopiero wtedy Piotrka przetransportowano helikopterem do szpitala w Krakowie-Prokocimiu. - Lekarz, który wyszedł do nas, powiedział żebyśmy byli przygotowani na najgorsze. Bateria znajdowała się bowiem tuż koło aorty. Na dodatek była mocno skorodowana - wspomina kobieta.

Na szczęście operacja wydobycia ciała obcego powiodła się, a Piotruś jest dzisiaj cały i zdrowy. Chodzi do II klasy podstawówki i uwielbia piłkę nożną.

- Mieszkamy obecnie w Krakowie i jak tylko przejeżdżamy obok szpitala w Prokocimiu, złe wspomnienia powracają - mówi Ewa Piwowarska.

Śledztwo i proces

To właśnie na jej wniosek, śledztwo w sprawie nieumyślnego narażenia Piotrusia przez personel szpitala na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu wszczęła Prokuratura Rejonowa w Tarnowie.

Akt oskarżenia przeciwko dwójce medyków skierowany został do sądu dopiero po uzyskaniu trzeciej opinii biegłego z zakresu medycyny sądowej. Pierwsza nie wskazywała na winę lekarzy, a druga była niejednoznaczna. Ostatecznie, prokuratura postawiła Annie M. i Krzysztofowi I. zarzut „nieumyślnego doprowadzenia do rozstroju zdrowia trwającego nie dłużej niż siedem dni”.

- O ile jeden z lekarzy stawiał dopiero pierwsze kroki w zawodzie, to drugi miał już za sobą sporą praktykę i to zaniedbanie kładzie się skazą na jego karierze. W tym przypadku ewidentnie zaniedbano bowiem diagnostykę. Skoro matka mówiła, że syn połknął baterię i nie było jej w brzuchu to logika nakazywała, aby szukać jej wyżej. Należało wykonać rtg klatki piersiowej - mówi Marcin Stępień, Prokurator Rejonowy w Tarnowie.

Sąd Rejonowy w Jaśle, na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego uznał, że „okoliczności czynu i wina oskarżonych nie budzą wątpliwości”. Skazał tarnowskich lekarzy na kary grzywny po 2 tysiące złotych. Oboje mają także zapłacić na rzecz chłopca po 2 tysiące zł. zadośćuczynienia.

- Zasądzone kary są rażąco niskie i dlatego złożyliśmy sprzeciw od wyroku - mówi prok. Stępień. To oznacza, że proces toczyć się będzie dalej. -Tyle, że już nie w tak zwanym trybie nakazowym. Będą przesłuchania oskarżonych i świadków - mówi Artur Lipiński rzecznik sądu okręgowego w Krośnie.

Ewa Piwowarska nie ma wątpliwości, że gdyby nie prokurator, to sprawie pewnie ukręcono by łeb. Jej zdaniem lekarze wykpiliby się śmiesznymi grzywnami. - Czekam na proces i odpowiednie kary. Mój syn mógł przez ich zaniedbanie umrzeć - mówi. Oboje lekarze nadal pracują w szpitalu św. Łukasza. Placówka nie komentuje wyroku sądu w Jaśle.

Paweł Chwał

Każdy temat można opisać w ciekawy sposób, trzeba tylko rozmawiać z ludźmi

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressilustrowany.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.