Kinga Dereniowska

Matka zabiła dzieci i siebie. Czy tego dramatu można było uniknąć?

Na grobie Magdaleny leży góra wieńców. Nie została pochowana z dziećmi, z którymi rozstanie wydawało jej się gorsze niż śmierć Fot. Krzysztof Łokaj Na grobie Magdaleny leży góra wieńców. Nie została pochowana z dziećmi, z którymi rozstanie wydawało jej się gorsze niż śmierć
Kinga Dereniowska

- To nie była wielka miłość, ale on wydawał mi się porządny - tak opowiadała Magdalena V. o swoim mężu Elżbiecie Jaworowicz, która nagrywała kolejny odcinek cyklu „Sprawa dla reportera”. Gdy program został wyemitowany na antenie TVP, Magdalena V. już nie żyła. Odebrała życie swoim dzieciom oraz sobie.

Męża poznała poprzez matkę, która wyjechała do pracy, do Niemiec, gdzie opiekowała się babcią Jochena. Na początku wszystko się układało. Urodziła im się dwójka dzieci - Julcia (6 lat) i dwa lata młodszy Mateuszek.

- Przyjeżdżali do Rudnika na wakacje. Madzia nawet budowała tu dom, żeby mieli jakiś własny kąt - opowiada nam mieszkaniec Rudnika nad Sanem na Podkarpaciu.

Niemiec i Polka żyli razem, mimo że pochodzili z dwóch tak różnych od siebie środowisk. On był bogaty i wyrwał ją z małej miejscowości na Podkarpaciu. Z dnia na dzień podjął decyzję o ślubie. Matka Magdaleny, Danuta, małżeństwo jej odradzała: Z Niemcem nie wytrzymasz. Oni są bardzo skąpi, oszczędni. Despotyczni i zimni.

Zakochana kobieta myślała jednak, że przecież z jej Jochenem będzie inaczej.

- Był sympatyczny. Ciepły. Na początku miły - opisywała 41-latka.

Magdalena zgodziła się na szybki ślub. W marcu 2020 roku para się rozstała. Ich dzieci będą żyły jeszcze przez rok.

Chodził w... różowych szpilkach

Magdalena z dziećmi przyjechała do Polski. To miał być wyjazd tylko na jakiś czas. Chwila jednak się przedłużała. Kobieta nie wracała do Niemiec.

- Pracowała tu w pobliskim sklepie. Często ją widziałam, jak robiłam zakupy. Zawsze miła i pomocna. Zastanawiałyśmy się tu z koleżanką, po co jej praca sklepowej, skoro wyszła za jakiegoś bogatego Niemca - opowiada pani Zofia, mieszkanka Rudnika nad Sanem. - A teraz wiemy, że on był skąpy i podobno nawet pościel musiała z Polski wieźć do Niemiec.

Co takiego zazgrzytało między małżonkami, że Magdalena postanowiła zostawić Jochena, ojca ich wspólnych dzieci? Jak dowiadujemy się ze „Sprawy dla Reportera”, mąż Magdaleny miał mieć dość nietypowe zainteresowania: zakładał sobie kobiece piersi. Silikonowe wkładki trzymał w pudełeczkach w szafie, w domu, gdzie mieszkały dzieci. Chodził też w różowych szpilkach, które zamówił sobie przez internet.

- Były takie sytuacje, że ten biustonosz zakładał sobie do śniadania - wspomina na nagraniu Magdalena V.

Skarżyła się też, że mąż skąpi na utrzymanie rodziny, a pieniądze trzyma w „sejfie u rodziców”.

Przez pierwsze pół roku Jochen nie przyjeżdża do Polski, gdzie przebywają jego żona i dzieci. W kolejnych miesiącach odwiedza rodzinę.

- Przywoził zabawki. Dzieci się bawiły, a jak wracał, to zabierał je ze sobą. Płakały, że muszą je oddać. Chciał, żeby za tymi zabawkami pojechały - opowiadała w wyemitowanym programie „Sprawa dla reportera” babcia maluchów.

Bieg zdarzeń przyspiesza, gdy mąż Magdaleny wszczyna sprawy w niemieckich sądach. Jedną o rozwód, drugą o uprowadzenie dzieci (w Niemczech jest to sprawa karna), a trzecią o pozbawienie Magdaleny praw rodzicielskich.

Decyzja o zabraniu dzieci matce zapada w październiku 2020 roku w sądzie w Rzeszowie. Wnioskuje o nią ojciec.

"Niemiec chce zabrać mi dzieci"

Mając przeciwko sobie sądy polski i niemiecki, 41-letnia Magdalena chwyta się ostatniej deski ratunku. Pisze list do Elżbiety Jaworowicz: Pomocy!!! Mąż, Niemiec, chce zabrać mi dwójkę dzieci.

W materiale telewizyjnym 41-latka pokazuje dziennikarce zabawki dzieci i zdjęcia męża w różowych szpilkach. Cały czas płacze. Jej matka przekonuje, że dla dobra Julci i Mateuszka będzie lepiej, jak zostaną w Polsce.

- Dzieci przez ten rok bardzo się uspokoiły. Na początku to się w nocy zrywały, że będzie się mama z tatą kłócić. Mówiłam tej starszej, że nic jej nie grozi - opowiada bacia dzieci w „Sprawie dla reportera”.

Odmienne zdanie ma Sąd Okręgowy w Rzeszowie.

„Sąd ustalił, w oparciu o opinie psychologiczne, że małoletni otwarcie i naturalnie deklarują chęć powrotu do Niemiec. Dzieci takie stanowisko uzasadniały przebywaniem tam ojca, za którym tęsknią oraz innych ważnych dla nich osób. Biegli wskazali, że deklaracje te są autonomiczne, poparte autentycznymi emocjami” - czytamy w oświadczeniu wydanym przez rzeszowski sąd.

- Powiedzieli, że wszelkich praw córka może sobie dochodzić w sądach niemieckich. To po co ten polski sąd jest? - dopytuje w reportażu babcia Julci i Mateuszka.

Magdalena nie dożywa emisji programu „Sprawa dla reportera”, z którego cała Polska dowiaduje się o trudnej sytuacjijej rodziny. 30 marca 2021 roku przed drzwiami jej domu pojawia się ojciec dzieci w asyście policji, kurator sądowej i biegłego sądowego z zakresu psychologii. Mają odebrać kobiecie dzieci. Taką decyzję podjął Sąd Okręgowy w Rzeszowie.

Kobieta zamyka się w łazience. Nożem odbiera życie dzieciom, a następnie sobie.

Dlaczego zabiła?

- Ona przeżyła horror. Jeśli podjęła tak straszną decyzję, to co tam się mogło dziać, że ona nie chciała wracać do Niemiec? Po co ojcu dzieci bez matki, skoro ma skłonności takie, jakie ma? - pyta pogrążona w smutku matka kobiety po emisji programu.

Na te pytania odpowiedzieć mogła tylko Magdalena.

Okoliczności dramatu starają się zgłębić eksperci zaproszeni do telewizyjnego studia.

- Matka, Polka, z małej miejscowości, niemajętna ma przeciwko sobie wielką międzynarodową kancelarię prawną, wynajętą przez męża. Mogła mieć poczucie, że sobie z tym nie poradzi - zauważa mec. Eliza Kuna.

Jak podano w programie, kancelaria Jochena V. podliczyła, że na przyjazdy do Rudnika nad Sanem mężczyzna wydał… 159 tys. zł. Obciążono nimi żonę.

Sąd polski oddał dzieci ojcu zgodnie z założeniami konwencji dotyczącej cywilnych aspektów uprowadzenia dziecka za granicę, sporządzonej w Hadze dnia 25.10.1980r.

„Postępowanie, jakie toczy się w oparciu o Konwencję Haską, nie rozstrzyga kwestii władzy rodzicielskiej, w tym również tego, który z rodziców ma przyznaną nad nimi opiekę. Rozstrzyga jedynie kwestię czy doszło do bezprawnego zatrzymania dzieci w kraju nie będącym miejscem ich stałego pobytu i czy w związku z tym należy nakazać powrót małoletnich do ich miejsca zamieszkania” - czytamy dalej w oświadczeniu rzeszowskiego sądu

.

Zwrócono też uwagę, że przedstawiciel Rzecznika Praw Dziecka „na każdym etapie postępowania popierał wniosek ojca dzieci”, a także „nie ujawniono informacji, które wskazywałyby na problemy zdrowotne matki dzieci”.

- Jeżeli matka wyjechała z dziećmi z kraju dobrowolnie, a spór się zaczął później, to nie powinno się stosować konwencji haskiej - uważa Janusz Wojciechowski, komisarz UE. - I tego trybu, gdzie po dzieci się przyjeżdża jak po meble. Państwo nie powinno doprowadzać ludzi do rozpaczy. Od rozpaczy jest tylko krok do szaleństwa, a od szaleństwa krok do tragedii.

- Polskie sąd chcą być świętsze od papieża i bardziej europejskie niż Europa - oburza się mecenas Eliza Kuna. - To jest samotność człowieka wśród paragrafów.

Prokuratura w Tarnobrzegu bada, czy podczas przekazywania dzieci od matki do ojca nie doszło do błędów.

- Prowadzone jest śledztwo, czy obecni na miejscu funkcjonariusze państwowi w osobach kuratora zawodowego oraz funkcjonariuszy policji, zachowali wszystkie niezbędne standardy, jakie wymagane są w takich przypadkach - podaje Andrzej Dubiel, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.

Rozdzieleni na zawsze

Na grobie Magdaleny, pogrzebanej pod niemieckim nazwiskiem męża, leży góra wieńców. Nie została pochowana z dziećmi, z którymi tak rozpaczliwie nie potrafiła się rozstać. Dzieli ją od nich wiele kilometrów, bo ojciec zabrał ciała dzieci do Niemiec.

W niemieckiej gazecie Jochen umieszcza nekrolog dla „najukochańszej żony”.

- Nic nie usprawiedliwia zabrania życia dzieciom - stwierdza prof. Zbigniew Lew Starowicz, seksuolog. - Nie mamy żadnych danych, że ten ojciec był sadystą, oprawcą, okrutnikiem. Dzieci go kochały.

Kinga Dereniowska

Komentarze

2
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

wilco

w sądach w Rzeszowie dzieją się dziwne rzeczy ,znam przypadek gdzie kierowca zabił 2 osoby na przejściu dla pieszych bo czytał SMS-a i nie siedział ani jednego
dnia

andy200468

ten gość musi kochać (?) dzieci .....

plus.expressilustrowany.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.