Rafał Musioł

Łukasz Piszczek żegna się z kadrą. Jeden z czterech muszkieterów z naszego regionu

Łukasz Piszczek żegna się z kadrą Fot. Bartek Syta Łukasz Piszczek żegna się z kadrą
Rafał Musioł

Wtorkowy mecz ze Słowenią będzie ostatnim występem w reprezentacji Łukasza Piszczka. Z tej okazji przypominamy nasz tekst sprzed mundialu w Rosji o grających z Orłem na piersi "czterech muszkieterach" z naszego regionu. Jednym z nich był właśnie urodzony w Czechowicach i wychowany w Goczałkowicach Piszczek.

Jeden z ostatnich treningów na zgrupowaniu w Arłamowie. Kadrowicze grają w siatkonogę. Kamil Glik uderza piłkę przewrotką i pada na murawę. Już wiadomo, że coś jest nie tak. Pierwsza diagnoza: powa-żne uszkodzenie więzozrostu barkowo-obojczykowego. Stoper Monaco, który zaczynał karierę w MOSiR-ze w Jastrzębiu-Zdroju, zaczyna gonić marzenie o mundialu i dokonuje cudu.

Jakub Błaszczykowski, wychowanek Rakowa Częstochowa, trzyma za Glika kciuki szczególnie mocno. On swój wyścig już wygrał. Od listopada do kwietnia walczył o powrót do zdrowia po kontuzji pleców. Wykonał katorżniczą pracę, wierząc, że się uda. W meczu z Senegalem zagrał w reprezentacji po raz setny.

Arkadiusz Milik też wie, czym jest ból i zwątpienie. Dwa razy zerwał więzadła, rosyjski mundial znalazł się za horyzontem. Najsłynniejszy piłkarz rodem z Rozwoju Katowice nie poddał się i dzięki morderczej pracy zdążył na najważniejszą imprezę w swojej karierze. A na niej los znów omal z niego nie zadrwił, gdy upadł na mokrych płytkach w delfinarium.

Łukasz Piszczek, który piłkę zaczynał kopać w LKS-ie Goczałkowice-Zdrój, w ostatnim październikowym meczu eliminacji mistrzostw świata przeciwko Czarnogórze, zderzył się z Wojciechem Szczęsnym i w przerwie zszedł do szatni. Wyniki badań nie były jednoznaczne i wywołały konflikt w środowisku medycznym. Jedni lekarze zalecali operację, która prawdopodobnie wyeliminowałaby zawodnika Borussii Dortmund z przygotowań do mistrzostw świata. Klubowy trener Peter Bosz mówił nawet o kilku miesiącach przerwy i długiej rehabilitacji. Wrócił do gry już w grudniu.

Cała czwórka to ważne postaci w zespole Adama Nawałki. Wszyscy znaleźli się w mundialowej grupie dzięki sile charakteru i determinacji. I wszyscy mają status gwiazd, a ich biografie kibice znają na pamięć. Zwycięstwa, gole, emocje, wielkie kluby. Porażki, kontuzje, zmarnowane szanse.

A jednak jest coś, o czym być może Państwo nie wiedzą. To działalność charytatywna i wspieranie inicjatyw lokalnych w miejscach, z których pochodzą i które wciąż są im bardzo bliskie. Większość tych działań ukierunkowana jest na najmłodszych, biegających dziś za piłką w koszulkach z nazwiskami swoich idoli. Dzięki ich wsparciu za kilkanaście lat - być może - sami zajmą miejsce Glika, Błaszczykowskiego, Milika czy Piszczka. A jeśli nawet nie wejdą na taki szczyt, to otrzymują szansę i wsparcie, które trudno przecenić.

Dlatego dziś postanowiliśmy napisać nie o ich zagraniach na mundialu, a właśnie o tym, ile znaczą w swoich małych ojczyznach, zwłaszcza że sami mówią o tym niechętnie.

Tym bardziej warto przeczytać!

Kamil Glik dorzucił do budowy boiska w rodzinnym mieście

Czołowy obrońca reprezentacji Polski urodził się i wychował w Jastrzębiu-Zdroju, o czym nie zapomina także dziś, mimo oszałamiającej kariery sportowej. Pierwsze piłkarskie kroki stawiał właśnie tutaj, w drużynie Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Jastrzębiu, a później jeszcze w Wodzisławskiej Szkole Piłkarskiej w Wodzisławiu Śląskim. To, że Kamil nie zapomina o rodzinnych stronach, udowodnił wielokrotnie.

Łukasz Piszczek żegna się z kadrą

W 2015 roku Glik dorzucił 150 tys. złotych do budowy boiska na osiedlu Przyjaźń w Jastrzębiu-Zdroju, gdzie sam w młodości stawiał pierwsze kroki w sportowej karierze. - To była jego własna inicjatywa, za co mu serdecznie dziękujemy - mówiła Anna Hetman, prezydent miasta. Sam Kamil nie ukrywał, że boisko na Przyjaźni budzi w nim wiele wspomnień. - Chcę, żeby dzieciaki mogły mieć lepszy start i miejsce do treningów - podkreślał.

W efekcie w czerwcu 2017 roku powstało boisko z prawdziwego zdarzenia. Pole gry o wymiarach 20 na 34 metry, nawierzchnia ze sztucznej trawy z ogrodzeniem w postaci piłkochwytów i oświetleniem. Koszt? Ponad 660 tys. zł, w tym 150 tys. zł od Glika. Podczas oficjalnego otwarcia, na murawie z dzieciakami Kamil zagrał osobiście. - To moje rodzinne strony, nigdy o nich nie zapomnę - zaznaczał.

Dziś utrzymanie terenu, okrzykniętego już przez mieszkańców „boiskiem Glika”, rocznie kosztuje miasto kilka tysięcy złotych. - Nie są to duże pieniądze, przede wszystkim to koszty związane z utrzymaniem murawy, przeczesywaniem jej, a także z kosztami energii elektrycznej. Głównie są to prace, które trzeba wykonywać w sezonie wiosenno-jesiennym - mówi Michał Szelong z Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Jastrzębiu-Zdroju. Utrzymaniem boiska zajmuje się już wyłącznie miasto. - Taka jest nasza rola - mówi Szelong.

Balkon z widokiem na boisko do dziś ma mama Kamila, Grażyna Glik, która wciąż mieszka na w bloku na jastrzębskiej „Przyjaźni”. Nasz obrońca, kiedy tylko może, odwiedza rodzinne strony. A słowa danego mieszkańcom dotrzymuje do tej pory. Co roku dorzuca się bowiem razem z żoną między innymi do Szlachetnej Paczki, bierze udział w wielu akcjach charytatywnych. Na zaproszenie miasta odpowiada niemal zawsze - w lipcu 2016 roku spotkał się z mieszkańcami na prośbę prezydent Anny Hetman. Wówczas do hali widowiskowo-sportowej przyszły tłumy: fani robili sobie z nim zdjęcia, zbierali autografy. Dzisiaj w mieście wszyscy wciąż trzymają kciuki za niego i jego karierę.

Kuba Błaszczykowski stworzył specjalną fundację

Truskolasy, nieco ponad 2-tysięczna wieś w powiecie kłobuckim, dała reprezentacji Polski aż dwóch kapitanów. Pierwszym z nich był srebrny medalista z Barcelony, Jerzy Brzęczek. Drugim, jego siostrzeniec, Jakub Błaszczy-kowski, który we wtorek zaliczył setny występ w naszej kadrze.

Obydwaj reprezentanci Polski nie zapominają o: miejscu, z którego pochodzą, i związanej z nim trudnej drodze na szczyt. Dlatego Kuba Błaszczykowski (w Częstochowie i w Truskolasach nikt nie mówi o Jakubie) powołał dwa lata temu specjalną Fundację „Ludzki Gest”, której celem jest wspieranie m.in. uzdolnionych, młodych ludzi. Jej celem jest także pomoc chorym dzieciom poprzez finansowanie ich leczenia i zakup sprzętu rehabilitacyjnego.

- Zarówno ja, jak i Kuba rozpoczynaliśmy swoją karierę w Częstochowie, dlatego cieszę się, że również pierwsze tak duże przedsięwzięcie ma miejsce w Częstochowie - podkreślał Jerzy Brzęczek, kiedy po raz pierwszy zapraszano na „Świąteczne Granie z Kubą”.

Łukasz Piszczek żegna się z kadrą

Dotychczas odbyły się dwie edycje tej imprezy w Hali Sportowej Częstochowa i obydwie zakończyły się wielkim sukcesem. Wzięło w nich udział za każdym razem kilka tysięcy osób, co tylko potwierdza, jak kochany pod Jasną Górą jest Kuba Błaszczykowski. Na boisku z Kubą rywalizowali m.in. Anna Wyszkoni, Kamil Wilczek, Piotr Gacek, Piotr Gruszka, Grzegorz Proksa, Irek Bieleninik, Kajetan Kajetanowicz, Artur Siódmiak, Tomasz Smokowski, Maciej Janowski, a także raperzy Eldo, O.S.T.R., Kortez i Liber.

- Możliwość pomocy dzieciom zawsze była dla mnie bardzo ważna. Stąd narodził się pomysł powołania fundacji wspierającej pasje i talenty najmłodszych, szczególnie będących w trudnej sytuacji życiowej. Dzięki tegorocznej edycji „Świątecznego Grania z Kubą” pozyskaliśmy dodatkowe fundusze, które pozwolą nam na skuteczną pomoc potrzebującym. Wielka w tym zasługa naszych gości - uczestników turnieju, dzięki którym Hala Sportowa Częstochowa pękała w szwach - mówi Błaszczykowski, który już zapowiedział, że w tym roku odbędzie się kolejna edycja tej imprezy.

Łukasz Piszczek chce wrócić do Goczałkowic

Urodził się w Czechowicach-Dziedzicach, a dzieciństwo spędził w sąsiednich Goczałkowi-cach. To tu stawiał pierwsze piłkarskie kroki w klubie LKS Goczałkowice-Zdrój. Pierwszym trenerem był jego ojciec. Zresztą rodzina Piszczków do dzisiaj aktywnie działa na rzecz tego niewielkiego klubu. Ojciec piłkarza - Kazimierz - jest wiceprezesem LKS-u, natomiast brat reprezentanta Polski jest jednym z najlepszych zawodników drużyny z Goczałkowic.

Łukasz Piszczek żegna się z kadrą

Łukasz Piszczek wielokrotnie podkreślał przywiązanie do rodzinnych stron. Jest wiernym fanem LKS-u i śledzi zmagania piłkarzy klubu na czwartoligowych boiskach. Wraz z bratem Adamem wpadli na pomysł, by mecze drużyny z Goczałkowic-Zdroju były transmitowane na żywo. Dzięki temu gwiazda Borussii Dortmund nie przegapiła żadnego meczu swojej byłej drużyny. Relacje śledzi nawet podczas zgrupowań reprezentacji Polski. W zeszłym roku Piszczek znalazł czas, aby osobiście pojawić się na meczu ukochanego klubu. Co więcej, podczas meczu z Polonią Bytom wcielił się w rolę trenera. Trzeba przyznać, że obecność reprezentanta Polski na rozgrywkach IV ligi jest czymś niespotykanym. Być może nieco zdeprymowało to rywali LKS-u, bo miejscowi wygrali to spotkanie 3:1.

- To mój klub, staram się go wspierać, jestem z nim zżyty, więc to fajne przeżycie - mówił wówczas Łukasz Piszczek.

Reprezentant Polski wielokrotnie zapowiadał, że po zakończeniu kariery wróci do Goczałkowic i zostanie trenerem tutejszego LKS-u. Swój ukochany klub wspiera już teraz. W marcu tego roku podpisał umowę na budowę nowoczesnego kompleksu sportowego, w którym trenować będą przyszłe gwiazdy polskiej reprezentacji. Za 13 milionów złotych Fundacja Łukasza Piszczka wybuduje trzy boiska: pełnowymiarowe boisko meczowe, boisko treningowe i hybrydowe, czyli takie ze sztuczną nawierzchnią. Do tego dojdzie nowoczesne zaplecze.

- Do powstania akademii jest niezbędna baza sportowa, którą chcemy tutaj zbudować. Chodzi o to, żeby dzieci z Goczałkowic i okolicy miały komfortowe warunki do treningu i rozwoju piłkarskiego - podkreślał kilka miesięcy temu Łukasz Piszczek, który jest wychowankiem LKS-u, ale już na początku swojej dorosłej kariery przeniósł się do Gwarka Zabrza.

Później grał w Zagłębiu Lubin i Herthcie Berlin. Od 2010 roku jest zawodnikiem Borussii Dortmund.

Arkadiusz Milik zawsze pamięta o Rozwoju

Napastnik reprezentacji Polski jest wychowankiem Rozwoju Katowice, w którym trenował od 6. roku życia. Klub ze stolicy Górnego Śląska opuścił w 2011 roku, ale obojętnie, czy grał w Zabrzu, w Niemczech, Holandii czy Włoszech, zawsze o nim pamiętał i kiedy tylko mógł, wpadał na stadion przy ulicy Zgody.

Łukasz Piszczek żegna się z kadrą

O tym, że Milik funduje stroje swoim następcom, wiedzą wszyscy, którzy oglądają mecze młodych piłkarzy Rozwoju, bo na koszulkach kupionych przez niego znajduje się napis „Milik 99”, bo z takim numerem piłkarz grał w trakcie występów w Katowicach.

Kurier jest u nas codziennie, a co drugi dzień przychodzi paczka od Arka Milika
Marcin Nowak, Rozwój Katowice

- Kurier jest u nas codziennie, a co drugi dzień przychodzi paczka od Arka - śmieje się Marcin Nowak, wiceprezes Rozwoju. - Sami postanowiliśmy umieszczać na kupionym przez niego sprzęcie jego nazwisko, zresztą jest to dla nas znakomita rekla-ma.

Skąd Milik bierze tyle sprzętu? W czołowych zachodnich klubach każdy piłkarz ma do wykorzystania określoną pulę pieniędzy u producenta, który zaopatruje jego drużynę. Wychowanek Rozwoju zamiast kolekcjonować w szafie kolejne koszulki, woli zamówić mniejsze rozmiary i wysłać je do Katowic dla młodzików czy trampkarzy Rozwoju. - Przed rokiem zorganizowaliśmy u nas turniej dla najmłodszych pod jego patronatem. Arek nie tylko ufundował nagrody, ale też znalazł czas i przyjechał je wręczyć. Ceremonia zakończenia imprezy opóźniła się niemal o godzinę, bo każdy z grających dzieciaków chciał dostać autograf i zrobić sobie zdjęcie, a Arek nikomu z nich nie odmówił - powiedział Marcin Nowak.

Mało kto wie, że Milik funduje również stypendia dla piłkarzy Rozwoju, wchodzących dopiero do pierwszej drużyny klubu. Otrzymuje je kilkunastu zawodników i pieniądze te pozwalają im spokojnie przejść z piłki juniorskiej do senior-skiej, w której mogą zacząć już zarabiać większe sumy za grę.

Zawodnik Napoli często gości również u siebie wycieczki wyróżniających się młodych zawodników Rozwoju. Funduje im wówczas bilety na mecz Serie A i zawsze znajduje czas na spotkanie z tymi chłopakami.

Milik jest wychowankiem Rozwoju, ale urodził się i wychował w Tychach. O rodzinnym mieście również nie zapomina. Parę lat temu wziął udział w meczu charytatywnym, zorganizowanym przez jego brata Łukasza, z którego dochód został przeznaczony na operację serca 3-miesięcznej Julii Grobel. Dzięki jego wsparciu i przywiezionym na licytację gadżetom udało się wówczas zebrać ponad 30 tys. zł.

(Współpraca: JAC, NAU, WOJSA, BR)

Rafał Musioł

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressilustrowany.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.