Sylwester Mudzo

Latarnia dla bombowców

Latarnia dla bombowców
Sylwester Mudzo

Po zakończeniu „Bitwy o Anglię” nadszedł czas rewanżu za naloty na Londyn i inne miasta angielskie.

Przygotowywały się do niego jednostki bombowe RAF (myśliwce nie mogły jeszcze towarzyszyć bombowcom w ich wyprawach nad III Rzeszę).

Dzienne naloty nie wchodziły wówczas w grę - siły Luftwaffe były za duże. Należało atakować nocą, ale do tego potrzebny był precyzyjny system nawigacji.

Istniejący do tej pory system opierał się na kompasie i sekstansie i nie dawał pilotom możliwości dokładniejszego określenia celu niż 10-20 km. Co gorsza, gdy lot odbywał się przy zachmurzonym niebie, rozrzut był jeszcze większy. Nic więc dziwnego, że ponad 90 procent bomb zrzuconych przez Brytyjczyków w 1941 roku trafiło w pole zamiast w cele militarne i miasta.

Kłopoty z nawigacją towarzyszyły pilotom bombowców również przy nocnym powrocie do baz. Potrzebny był system nawigacji, swoista „bombowa latarnia”.

Taka sytuacja nie mogła trwać zbyt długo, zważywszy, że planowano wielkie naloty na Niemcy.

O problemach poinformowano zespół naukowców. Jeden z nich przypomniał sobie, że jeszcze przed wybuchem wojny opracowano projekt urządzenia do lądowania przy braku widoczności. To był początek powstania słynnego urządzenia do nocnej nawigacji, oznaczonego kryptonimem „Gee”.

Składało się ono z trzech nadajników umieszczonych na trzech samolotach oddalonych od siebie o około 160 km. Nadawały one impulsy umożliwiające załogom bombowców (posiadających aparaturę odbiorczą i specjalną mapkę z siatką linii) dokładne określenie, gdzie znajduje się samolot.

Co bardzo istotne, samolot odbierający informację „Gee” nie musiał wysyłać żadnych sygnałów na zewnątrz, dzięki czemu był zabezpieczony przed wykryciem przez niemieckie stacje nasłuchowe.

Pierwsze loty testowe według wskazań „Gee” odbyły się w sierpniu 1941 roku. Samoloty wreszcie przestały być „ślepe”.

Niestety w tym samym miesiącu nad Niemcami został strącony samolot z aparaturą „Gee” na pokładzie. Samolot eksplodował w powietrzu i urządzenie z pewnością zostało zniszczone, ale pozostali piloci, którzy zdołali wyskoczyć na spadochronach. Mogli zdradzić tajemnicę nowego urządzenia.

Zdecydowano się na operację mającą na celu wprowadzenie Niemców w błąd co do nowego urządzenia. „Gee” i „J” w języku angielskim wypowiada się podobnie. Od tej chwili piloci mówili tylko „J”, zwracając uwagę, że jest to urządzenie skopiowane od Niemców.

Przez długi czas udawało się trzymać Niemców w niewiedzy, dokonując wielu wielkich i skutecznych nalotów. Przyczynili się również do tego „odwróceni” agenci niemieccy schwytani w Wielkiej Brytanii. Informowali oni o skopiowaniu niemieckiego systemu nawigacji i wprowadzeniu go do formacji bombowych RAF.

Sylwester Mudzo

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressilustrowany.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.