Koszmar na urodzinach

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Kasprzak
Liliana Bogusiak-Jóźwiak

Koszmar na urodzinach

Liliana Bogusiak-Jóźwiak

Podczas lotu motolotnią doszło do tragicznego wypadku. 20-letnia łodzianka, która leciała z pilotem, spadła z wysokości 100 metrów. Prokuratura chciała umorzyć postępowanie.

Sąd Rejonowy w Pabianicach zdecydował, że tamtejsza prokuratura nadal ma prowadzić umorzone w ubiegłym miesiącu postępowanie w sprawie tragicznego wypadku motolotni w Grodzisku pod Rzgowem. Ciężko ranna została wówczas 20-letnia łodzianka, która spadła z wysokości 100 metrów.

„Może damy radę”

Piątek, 7 sierpnia 2015 roku był jednym z najgorętszych dni wyjątkowo upalnego lata. Termometry wskazywały ponad 39 stopni ciepła. Grupie młodzieży, która tego dnia miała świętować „osiemnastkę” jednej z koleżanek, upał zdawał się nie przeszkadzać. Spotkali się na łące w Grodzisku pod Rzgowem. Miały to być wyjątkowe urodziny. Rodzice jubilatki opłacili uczestnikom imprezy loty motolotnią.

Jubilatka wzbiła się w powietrze jako pierwsza. Nie sama. W maszynie siedział za nią pilot. Wylądowali bezpiecznie. Kolejna była Ola. Nigdy wcześniej motolotnią nie latała. Bała się, ale jeszcze bardziej bała się opinii rówieśników. Wycofać się, gdy do podniebnej wycieczki stoi kolejka? O nie! Wsiadła. Pilot dołożył jej 10 kilogramowe obciążniki, bo była zbyt lekka, chorągiewką sprawdził siłę i kierunek wiatru, rzucił zebranym: „Może damy radę”. Chwilę później razem z pasażerką uniósł się w powietrze. Czasami swobodnie opadali, później w motolotni pracował silnik.

- W pewnej chwili odwróciłam głowę i zauważyłam, że pilot zaplątał się w linki - wspominała Ola. - Potem już nic nie pamiętam.

Ola spadając z wysokości stu metrów straciła przytomność. Nie poczuła momentu zetknięcia się z ziemią. Obudziła się tydzień później na oddziale intensywnej terapii w szpitalu im. M. Kopernika. Już po operacji.

Umorzyli za wcześnie

W ubiegłym miesiącu Prokuratura Rejonowa w Pabianicach umorzyła postępowanie prowadzone w sprawie wypadku w Grodzisku. Zdecydowała tak po zapoznaniu się z dwiema opiniami biegłego z zakresu lotnictwa.

W jednej z nich twierdził, że do wypadku doszło z winy pilota, ale nie wskazał na czym ona polegała.

W drugiej opinii ten sam biegły postępowanie pilota ocenił pozytywnie.

Zdaniem mecenas Anny Walkiewicz, która reprezentuje pokrzywdzoną pasażerkę motolotni, umorzenie postępowania było przedwczesne. Dlatego też złożyła do sądu zażalenie na decyzję pabianickiej prokuratury.

- Prokuratura nie wyjaśniła czy paralotnia miała atesty, dlaczego nie otworzyły się spadochrony - argumentuje mecenas.

Wątpliwości jest więcej. Pierwszy lot, który tego dnia pilot odbył z jubilatką, został nagrany przez kamerę zamontowaną w paralotni. Pechowy drugi - jak wynika z zapisu - już nie. Z zapisu na karcie pamięci wynika również, że trzy pliki zostały skasowane. Prokuratura nie próbowała ich odzyskać.

- Pilot nie przedstawił zgody na latanie w określonej przestrzeni powietrznej i nie miał uprawnień instruktora - punktuje mecenas Anna Walkiewicz.

Sąd Rejonowy przychylił się do argumentów pełnomocnika pokrzywdzonej. Uznał, że biegły z zakresu lotnictwa wydał dwie sprzeczne ze sobą opinie. Biegły - jak zauważył sąd - nie odniósł się do obowiązujących przepisów, nie odpowiedział też na pytanie prokuratury. Zdaniem sądu w postępowaniu należy odzyskać skasowane pliki, aby sprawdzić, czy ich treść nie wiąże się z tragicznym lotem.

Zabrakło jednego słowa

Siedemnaście miesięcy po wypadku życie Oli podporządkowane jest walce o odzyskanie pełnej sprawności. Musiała nauczyć się chodzić. Kobieta ma orzeczoną 20-procentową utratę zdrowia. Nadal leczy się u kilku specjalistów. Blizny, które zostały jej po operacjach, usunąć może tylko chirurg plastyk. Pilota, którego wini zaswoje nieszczęścia, widziała po wypadku tylko dwa razy. Przyszedł do szpitala. Nie przepraszał. Chciał tylko, aby podpisała oświadczenie, że nie ma do niego pretensji. Kolejny raz spotkali się w sądzie.

- Zabrakło z jego strony słowa „przepraszam” - dodaje mecenas.

Wypadki motolotni

Z raportu opublikowanego przez jednego z przewoźników lotniczych wynika, że w latach 2011-2015 w Polsce doszło do 24 wypadków motolotni. W tych zdarzeniach obrażenia odniosło 21 osób (w tym 9 osób zginęło, 8 odniosło obrażenia poważne, a 4 nieznaczne).

Wśród poszkodowanych w katastrofach było 13 pilotów (7 zginęło) i 8 pasażerów (2 zginęło, 5 odniosło poważne obrażenia, a jeden nieznaczne). Przyczynami aż 14 wypadków był błąd w technice pilotowania. Do pozostałych wypadków przyczynił się niesprawny sprzęt.

Liliana Bogusiak-Jóźwiak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressilustrowany.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.