Kilka godzin jazdy, aby choć przez chwilkę zobaczyć huczącego Antonova 225 Mrija

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Norbert Ziętal

Kilka godzin jazdy, aby choć przez chwilkę zobaczyć huczącego Antonova 225 Mrija

Norbert Ziętal

Antonov 225 Mrija z wszystkich samolotów ma chyba najwięcej fanów na świecie, a przynajmniej w naszej części globu. Gdy w pobliżu jednego lotniska dziesiątki albo setki fanów żegnają odlatującego kolosa, na innym tyle samo albo więcej ludzi czeka na niego. Z wypasionymi aparatami fotograficznymi albo najprostszymi smartfonami. Są też tacy, którzy zabierają ze sobą... aluminiowe, rozkładane drabiny.

- Trudno było nie zauważyć, że do Jasionki ma przylecieć Mrija, czyli Marzenie. Trąbiły o tym telewizja, radio, portale internetowe. Na nowinach24, w sobotę w nocy wspólnie z kilkoma kolegami oglądaliśmy transmisję z lądowania. 55-calowy telewizor, głośniki na full. Nieźle. Rano się budzę, a w telefonie czekają na mnie dwa SMS-y. Jeden z krótkim pytaniem: "jedziemy?". Drugi konkretniejszy: "Walimy na Jasionkę. Wyjazd po 12" - wspomina pan Marek z Przemyśla.

Nie jest jakimś wielkim pasjonatem samolotów czy lotnictwa. Ot, jak wielu jemu podobnych, od czasów, gdy ruszyły tanie linie lotnicze, zaczął latać po Europie, potem dalej. Zainteresowanie samolotami przyszło samo.

- Serial "Lotnisko w Dubaju" na National Geografic tylko rozpalił emocje. Od kilku lat aplikacja FlightRadar24.com to obowiązkowa pozycja każdego mojego dnia - dodaje pan Marek.

Na FlightRadar24 można "na żywo" obserwować ruch lotniczy na całym świecie. Aplikacja jest bardzo popularna. Gdy widzimy lecący nad głową samolot, wystarczy kliknąć, aby się dowiedzieć co to za maszyna, do jakich linii lotniczych należy, skąd i dokąd leci, z jaką prędkością, na jakiej wysokości.

Z czterema kolegami, tymi samymi, z którymi dzień wcześniej przy piwie oglądał w Internecie lądowanie Mriji, pan Marek w niedzielę w południe wybrał się na wycieczkę w pobliże lotniska w Jasionce koło Rzeszowa. Tuż po godz. 14 z podrzeszowskiego lotniska miał wystartować największy samolot świata.

Medialna burza wokół przylotu Antonova, ale również słoneczna niedziela sprawiały, że osób takich jak pan Marek i jego koledzy było znacznie więcej.

- Na miejscu masakra. W okolicy lotniska czteropasmowa droga załadowana samochodami. Kierowcy parkowali po obu stronach, a także na pasie zieleni. Ci, którzy miejsce znaleźli dalej, teraz szli gęsiego poboczem. Krążył policyjny radiowóz, ale policjanci nikogo się nie czepiali. Ani tych dziwnie zaparkowanych samochodów, ani pieszych. Magia Antonova - domyśla się pan Marek.

Sześciosilnikowy An-225 Mrija to największy samolot na świecie. Produkcji radzieckiej. Pochodzący z biura konstrukcyjnego Antonowa, zbudowany w zakładzie O.K. Antonowa w Kijowie. Gdy powstawał, pod koniec lat 80. ubiegłego wieku, istniał jeszcze Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, a Kijów nie był, jak dzisiaj, stolicą Ukrainy, lecz Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Jednej z kilkunastu w ZSRR.

Prototyp AN 225 w pierwszy lot wystartował 21 grudnia 1988 r. Niedługo później, 22 marca 1989 roku, podczas trzygodzinnego lotu ustanowił 106 rekordów świata. Potem były kolejne. Jak podaje Wikipedia, 16 czerwca 2004 r. odbył lot z Pragi w Czechach do Taszkientu w Uzbekistanie, z największym komercyjnym ładunkiem o masie 247 ton. W 2009 samolot przetransportował z Niemiec do Armenii generator do elektrowni, który ważył 189 ton przy wymiarach 16 na 4 m. Jest to największy przedmiot przewieziony drogą powietrzną. Mrija,czyli Marzenie, jest jedyną taką maszyną. Były plany budowy drugiego, bliźniaczego samolotu, nawet ją rozpoczęto, ale nigdy nie dokończono.

Wymiary tej maszyny są imponujące. Długość kadłuba 84 metry, a rozpiętość skrzydeł 88,4 metra. Waga 200 ton. Ładownia mieści do 250 ton, a załadunek może odbywać się tylko przez wrota przednie, po uniesieniu nosa kadłuba. Pozostałe osiągi nie budzą już takich emocji. Prędkość maksymalna 850 km na godzinę, ale przelotowa to 800 km na godzinę. Maksymalny pułap 10 tys. metrów, jednak zasięg z pełnym ładunkiem to 4500 km, co sprawia, że musi co jakiś czas lądować i uzupełniać zbiorniki paliwa. Apetyt ma spory, średnie zużycie paliwa wynosi 18 ton w ciągu godziny lotu.

Samolot został wyprodukowany z myślą o przewożeniu na grzbiecie radzieckiego wahadłowca Burana. Po wstrzymaniu programu kosmicznego był on używany jako zwykły samolot transportowy. Co ciekawe, dzisiaj na grzbiecie, tam, gdzie miał podróżować wahadłowiec, mogą być mocowane ładunki, które nie mieszczą się do środka. Obecnie Mrija jest jedną z maszyn ukraińskiej firmy Antonov Airlines, która transportuje ładunki po całym świecie. Głównie jednak w Europie i Azji. Produkt komunistycznej nauki służby kapitalistycznej gospodarce.

Wnętrze siermiężne, jak to u transportowca. Daleko mu do takich legend jak Air Force One, czyli główny samolot prezydenta Stanów Zjednoczonych, czy "latającego Kremla", czyli Iła należącego z kolei do prezydenta Rosji, z wytwornym wyposażeniem, m.in. podwójnym łóżkiem, salą do ćwiczeń czy pozłacanym sedesem w toalecie. Amerykański Air Force One jest z pewnością największą gwiazdą filmową i "bohaterem" wielu filmów, jednak popularnością nie przebija Mriji, zwłaszcza w naszym regionie świata.

Zwykle Polacy czy Ukraińcy negują jakiekolwiek dokonania ZSRR, skąd zatem tak wielkie zainteresowaniem radzieckim cudem techniki?

- Pewnie działa wielkość. Wśród tych ludzi, którzy przyjechali do Jasionki pewnie 99 proc. słabo albo w ogóle nie interesuje się lotnictwem. Przyjechali po prostu popatrzeć na największy samolot świata. Sporo rejestracji spoza Podkarpacia. Gdy tak z pół godziny czekaliśmy, to dowiedzieliśmy się, że niektórzy pokonali nawet kilkaset kilometrów, aby zobaczyć tę maszynę. Nam się wydawało, że jechać z Przemyśla ześwirowaliśmy, ale okazuje się, że nie, a przynajmniej nie my najbardziej. Długa jazda, potem z godzinę lub chociaż pół godziny czekania, a sam przelot trwał zaledwie kilkadziesiąt sekund. Trochę huku i poleciał - wspomina pan Marek.

Lądowanie i start Mrija na lotnisku w Jasionce doczekały się dziesiątków filmów w Internecie, głównie na YouTubie i Facebooku. Niektóre filmy amatorów były wyświetlane po kilkaset tysięcy razy. Dzięki startującej z lotniska w Jasionce Mriji sporo właścicieli youtubowych kanałów nieźle podbiło sobie wyniki oglądalności.

Publiczność AN 225 Mrija w Jasionce różnorodna. Niektórzy przyjechali całymi rodzinami, nawet z malutkimi dziećmi. Dużo kobiet, ale zdecydowana większość widowni to mężczyźni. Zazwyczaj ze smartfonami, choć byli i tacy z wypasionymi aparatami, wyposażonymi w teleobiektywy. Pojedyncze osoby ubrane w odblaskowe kamizelki. Niektórzy wchodzili na budynki.

Sensację wśród pasjonatów lotniczych obserwacji wzbudziły osoby wdrapujące się na znaki drogowe. Jakby metr wyżej była lepsza widoczność. Ale chyba o wiele większe zaciekawienie wzbudziło kilka osób, które na obserwację odlotu Mriji zabrały metalowe, rozkładane drabiny. Choć wśród spottersów, czyli obserwatorów samolotów akurat drabiny nie są czymś niezwykłym. Zwykle czają się oni na samoloty przy ogrodzeniach lotnisk, a drabiny przydają się wtedy bardzo, bo można być ponad drucianą siatką.

"Co za głąb wchodzi na światła podejścia. Rozumiem atrakcję, jaką jest AN225, która przyciąga nawet osoby, które na co dzień nie interesują się lotnictwem, ale nigdy nie wchodźcie na konstrukcję świateł podejścia. Konstrukcja łamliwa należąca do infrastruktury lotniska z surowym zakazem wstępu" - komentuje ktoś na facebookowej grupie poświęconej Mriji. Kilkanaście osób lajkami popiera jego zdanie.

Faktycznie na filmikach na YouTube widać, że kilka osób wspinało się na urządzenia ILS, czyli radiowy system nawigacyjny, wspomagający lądowanie samolotu w warunkach ograniczonej widzialności.

W czasie, gdy najwięcej pasjonatów, tych prawdziwych lub tylko niedzielnych, czatowało na An 225 koło lotniska w Jasionce, najpotężniejsze sprzęty fotograficzne przygotowywali amatorzy zdjęć samolotów na wysokościach przelotowych. Ich nie interesuje maszyna na ziemi albo tuż nad nią. Dla nich piękny samolot to ten, który jest kilka tysięcy metrów nad głową. Ustrzelić aparatem taką maszynę, na czystym niebie to duża frajda.

Nie tylko w Polsce Antonov Mrija jest popularny. Także choćby ma Ukrainie, co oczywiste, ale również np. w Niemczech. Na jednym ze zdjęć na Facebooku widać, że ktoś postarał się o rejestrację samochodu A N 225, aby sobie z nią i z Mriją w tle zrobić zdjęcie. Jakaś pani wydziergała kolorową Mrija na materiale, ktoś inny zrobił spory model z kartonu.

Tych mniejszych modeli jest bardzo dużo, w różnych skalach, do kupienia w Internecie. Pasjonaci budują sporej wielkości Mrije zdalnie sterowane. Ktoś wrzucił menu, w którym jedną z potraw jest ryż ułożony w kształt Mriji. Koszulek, smyczy, breloczków, długopisów i innych gadżetów z tym samolotem nie sposób nawet zliczyć.

- Czy chciałbym się kiedyś polecieć Mriją? Pewnie tak. Ale jakbym miał wybrać wymarzony lot, to byłby raczej First Class liniami Emirates z Dubaju do Singapuru. Bilet od 30 tys. złotych, za 8 godzin lotu. Osobna minikabina i wszystko, czego można zapragnąć podczas lotu - podsumowuje pan Marek.

***

Antonov to nie tylko gigant Mrija, ale również okazały An-124-100-150 Rusłan, czy mniejszy An-12B. Rusłan i jego mniejszy brat w czwartek, 9 grudnia zawitali na lotnisko w Jasionce i stali się... tłem do zaręczyn dwojga miłośników lotnictwa. Tylko oni, w odblaskowych kamizelkach, betonowa płyta lotniska i Rusłan.

- Oczywiście wybrzmiało „TAK" - z radością informuje Port Lotniczy Rzeszów - Jasionka.

Norbert Ziętal

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressilustrowany.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.