Krzysztof Zając

Inwazja Ślimaków. Nie tylko na działkach

Inwazja Ślimaków. Nie tylko na działkach Fot. Krzysztof Zając
Krzysztof Zając

Tego lata jest ich wyjątkowo dużo Niszczą rośliny ozdobne, ale także warzywa Można je posypać solą, tworzyć zapory z wapna palonego, łapać w piwne pułapki.

Takiej ilości ślimaków, jak tego lata, dawno nie było.

- Mnożą się jak grzyby po deszczu - żartuje Ewa Sikorska, właścicielka przydomowego ogrodu na Rudzie.

Do śmiechu jej jednak nie jest, bo te mięczaki narobiły już wiele szkód.

- Objadają liście funkii, ale także zniszczyły astry, obżerają dalie, lilie. Dobrały się też do malin, poziomek, buraków, zjadają nawet nać marchwi - opowiada łodzianka.

Pani Ewa najbardziej nie lubi ślimaków nagich (tych bez skorupek); są dla niej obrzydliwe i wyrządzają najwięcej szkód. Dlatego codziennie rano, wieczorem i po każdym deszczu, gdy szkodniki wychodzą na żer, zbiera je i... spuszcza z wodą w ubikacji.

Najpopularniejszym sposobem zwalczania ślimaków na działkach było kiedyś sypanie na nie zwykłej soli kuchennej. Błyskawicznie je zabijała. Innym popularnym sposobem było wysypywanie wokół najcenniejszych roślin zapory z wapna palonego. Ale te środki, stosowane w większej ilości, szkodzą glebie i roślinom. Przy mniejszej ilości ślimaków stosuje się proste pułapki piwne, polegające na tym, że duży słoik wkopujemy w ziemię i wlewamy na dno nieco chmielowego napoju. Przyciąga on ślimaki i wystarczy rano opróżnić z nich słoik. Możemy też na grządkach rozkładać liście chrzanu. Rano zbieramy ślimaki spod liści i utylizujemy. Podobny efekt uzyskamy rozkładając w ogrodzie połówki surowych ziemniaków. Do łagodniejszych metody należy rozsypywanie wokół roślin popiołu drzewnego, bardzo drobnego ostrego piasku lub igliwia świerkowego, utrudniających przemieszczanie się ślimaków. Odstraszają je natomiast zmielone nasiona gorczycy, gałązki bzu i żywotnika, ziele wrotyczu, skrzypu, krwawnika. Gdy to nie pomaga, pozostają środki chemiczne.

- Wszystkie granulaty są tak samo skuteczne, ale... tylko do pierwszego deszczu. Potem trzeba je ponownie rozkładać - mówi Anna Ungert ze sklepu ogrodniczego na Polesiu.

Krzysztof Zając

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressilustrowany.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.