DeSSperado. Wszystkie zbrodnie Alfreda Naujocksa

Czytaj dalej
Fot. Stuart Clarke / Rex Features
Wojciech Rodak

DeSSperado. Wszystkie zbrodnie Alfreda Naujocksa

Wojciech Rodak

W wywiadzie SS był agentem do specjalnych poruczeń. Miał na swoim koncie morderstwa, akty terroru i prowokacje. Oto szlak zbrodni Alfreda Naujocksa

Babka zmarła - powiedział głos w słuchawce telefonu. Po chwili Sturmbannführer Alfred Naujocks, wysoki blondyn o napiętym obliczu, odłożył ją z powrotem na aparat. Była godz. 18 dnia 31 sierpnia 1939 r. Był to sygnał do rozpoczęcia akcji, której wykonanie niecałe trzy tygodnie temu powierzył mu osobiście szef SD Reinhard Heydrich. Czas naglił. Dlatego też esesman czym prędzej przebrał się w przygotowane wcześniej znoszone ubranie robocze i ruszył po swoich sześciu towarzyszy rozlokowanych w innych pokojach gliwickiego hotelu. W ciągu pół godziny zebrali się i wyruszyli w drogę. Na pozór wyglądali jak grupa typowych śląskich robotników. W kieszeniach mieli ukryte pistolety. Przezornie nie zabrali ze sobą dowodów tożsamości. Tak na wszelki wypadek - gdyby capnęli ich „swoi”, niewtajemniczeni w operację.

Około godz. 20 „robotnicy” bez problemu weszli na teren radiostacji w Gliwicach, położonej ok. 10 km od granicy z Polską. Ochronę obiektu odwołano dwie godziny wcześniej na rozkaz samego Himmlera.

Mężczyźni skierowali się do głównego budynku, gdzie znajdowała się stacja nadawcza. Tutaj, po oddaniu strzałów w powietrze i markowanej szamotaninie z dwoma podstawionymi na czas akcji policjantami, sterroryzowali krzykami i przekleństwami trzech techników radiowych. Zamknęli ich w podziemiach budynku. Po czym rozpoczęli poszukiwania mikrofonu, przez który mogliby nadać umówiony komunikat. Mijały cenne minuty, robiło się coraz bardziej nerwowo. W końcu Naujocks przyprowadził z piwnicy jednego z techników. Krzykami i kopniakami zmusił go do współpracy. Po chwili mężczyzna zainstalował tzw. mikrofon burzowy, który normalnie służył tylko do przerywania audycji radiowych, by poinformować o nadciągających nawałnicach w regionie.

Wówczas do mikrofonu podszedł jeden z „robociarzy”. - Uwaga, tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w polskich rękach… - tyle słów usłyszeli z wygłoszonego po polsku komunikatu mieszkańcy Górnego Śląska. Komunikat nagle się urwał.

Mężczyźni w budynku radiostacji nie byli świadomi, że mało kto ich usłyszał. Gdy tylko „lektor” skończył wygłaszać do mikrofonu przygotowany komunikat, grupa Naujocksa pośpiesznie wyszła z budynku i zniknęła w mroku nocy. Cała operacja zabrała im kwadrans. Pochłonęła jedną ofiarę śmiertelną. Był nią 43-letni Franciszek Haniok - powstaniec śląski, a później znany działacz polonijny ze wsi Łubie pod Gliwicami (wtedy Hohenlieben). Gestapowcy porwali go dzień wcześniej. Potem odurzyli lekami, nieprzytomnego dostarczyli na teren radiostacji i tam zabili. Miał to być „poległy uczestnik napadu na radiostację”. „Niezbity dowód” na winę polskich dywersantów. Na agresję, która nie mogła pozostać bez odpowiedzi.

Dwie godziny później berlińskie radio nadało komunikat o ataku Polaków na radiostację w Gliwicach. Alarmowano, że to tylko awangarda, za którą podąży polskie natarcie na III Rzeszę. Jak wiadomo, w kilka godzin później, rankiem 1 września 1939 r., Niemcy zaatakowały Polskę. Rozpoczęła się II wojna światowa.

Prowokacja w Gliwicach należy z pewnością do najgłośniejszych akcji specjalnych wywiadu SS, jaką dowodził Alfred Naujocks. Poza nią miał na koncie operacje może mniej doniosłe dziejowo, ale bardziej krwawe. Wyruszmy więc śladem zbrodni tego „nazistowskiego Bonda”, jak nazywali go niektórzy publicyści.

Krewki bojówkarz

Alfred Naujocks pochodził ze Szlezwika-Holsztynu, landu na samej północy Niemiec, zwanego później „matecznikiem narodowych-socjalistów”. Przyszedł na świat 20 września 1911 r. w stolicy regionu Kilonii. Jego ojciec prowadził sklep, a matka zajmowała się domem i dziećmi. Ciężka rodzicielska ręka, jak na ogół bywa, nie uczyniła Alfreda dobrym uczniem. Często wagarował i miał kiepskie oceny. Dlatego też już w wieku 16 lat opuścił szkołę i w kilka lat wyuczył się zawodu technika-ortopedy. Szybko jednak porzucił tę profesję. Potem próbował swoich sił jako mechanik samochodowy i robotnik w zakładzie produkującym pompy, aż na początku 1931 r. został bez pracy. Sfrustrowany wyżywał się trenując boks. Wkrótce swoje umiejętności zaczął wykorzystywać na ulicy. A wszystko przez polityczne „oświecenie”, którego doznał, jak opowiadał po wojnie, zupełnie przypadkowo.

Kilonia przechodziła wówczas ciężki czas. Przed 1918 r. 200-tysięczne miasto prosperowało dzięki stoczni produkującej okręty na potrzeby floty wojennej. Jednak w wyniku postanowień traktatu wersalskiego niemiecką flotę okrojono do minimum. To spowodowało, że zamówienia na statki uległy drastycznej redukcji. Gospodarczy upadek Kilonii pogłębił jeszcze mocniej wielki kryzys, wskutek czego na bruku znalazły się tysiące sfrustrowanych mężczyzn. Stawali się oni coraz bardziej rozagitowani politycznie. Szczególnie było to widoczne w zdominowanej przez stoczniowców dzielnicy Gaarden, gdzie mieszkała rodzina Naujocksa. O rząd dusz - na wiecach i w bójkach ulicznych - walczyli tam komuniści z nazistami. Atmosfera była napięta, o czym przekonał się nasz bohater.

Pewnego dnia wyruszył na przejażdżkę po mieście nowym motocyklem podarowanym mu przez ojca. Z pewnością skończyłby ją szczęśliwie, gdyby nie fakt, iż przyozdobił maszynę wimplem… ze swastyką (po wojnie twierdził, że zrobił to „bez świadomości jej znaczenia”; ze względów czysto estetycznych). Komuniści uznali to za prowokację i jedna z ich band napadła go, zerwała mu proporczyk i zniszczyła pojazd. To zajście spowodowało, że Naujocks postanowił odpłacić „czerwonym” pięknym za nadobne. Zaczął chodzić na mityngi ich „brunatnych” przeciwników politycznych. Wkrótce zachłysnął się nazistowską ideologią. W efekcie 1 sierpnia 1931 r. wstąpił jednocześnie w szeregi NSDAP i SS.

W latach 1931-32 brał udział w wielu ulicznych potyczkach z bojówkami komunistów. Nie znał strachu. Walczył do ostatka, często lądując w szpitalu ze wstrząsem mózgu, a raz nawet z pęknięciem czaszki. Stał się znanym w mieście zawadiaką. Lokalna prasa nazywała go „twardym wojownikiem”.

Koledzy z kilońskiej SS cenili jego odwagę i bitność. Miał za sobą pierwsze nieudane małżeństwo i pracował jako maszynista, gdy wciągnęli go do pracy w nowo formowanych służbach specjalnych.

Cyngiel i terrorysta

Sicherheitsdienst (SD), czyli wywiad i kontrwywiad SS, rozbudowywano od 1931 r. pod okiem Reinharda Heydricha, byłego oficera marynarki wojennej. W pierwszych latach po dojściu Hitlera do władzy, w berlińskiej centrali SD zatrudniono ok. 40 młodych esesmanów z Kilonii. Jednym z nich był Werner Göttsch. To za jego pośrednictwem na początku 1934 r. Alfred Naujocks trafił w szeregi SD i przeprowadził się do stolicy III Rzeszy. Obaj panowie darzyli się przyjaźnią i w następnych latach często jeździli razem na akcje.

Służbę w Sicherheitsdienst Naujocks zaczął na stanowisku kierowcy. Potem jego kariera nabrała tempa. W 1937 r. pracował już w kontrwywiadzie SD. Jeździł po Europie kontrolując ideowość personelu dyplomatycznego III Rzeszy. Po kilku miesiącach przeniesiono go do wywiadu zagranicznego. Tam działał kolejno na odcinku austriackim i czechosłowackim. Za zasługi w 1938 r. awansowano go na SS-Sturmbannführera. Wreszcie jesienią 1939 r. mianowano go szefem techniki w wywiadzie zagranicznym SD. Odpowiadał za wyposażenie agentów w odpowiedni sprzęt: radiostacje, materiały wybuchowe czy sfałszowane dokumenty. Swój szybki awans zawdzięczał nie tyle wybitnym osiągnięciom na tych stanowiskach, co głównie skutecznemu wykonywaniu zleceń specjalnych Heydricha. Wymieńmy niektóre z nich.

Pod koniec 1934 r. Naujocks otrzymał rozkaz „uciszenia” Rudolfa Formisa - byłego członka SA, który zbiegł do Czechosłowacji, skąd przez radio nadawał antynazistowskie audycje. Dopadł go razem z Göttschem 23 stycznia 1935 r. w jednym z hoteli w miejscowości Slapy. Agenci zastrzelili Formisa, a następnie uciekli samochodem aż do Berlina. O zbrodni pisała prasa w całej Europie.

W marcu 1939 r. Naujocks i Göttsch z grupą dywersantów znów byli w Czechosłowacji. Ich zadaniem było przeprowadzenie szeregu zamachów terrorystycznych na fabryki będące w posiadaniu Niemców w Bratysławie, by dać Hitlerowi kolejny pretekst do zajęcia tego kraju. 13 marca miastem wstrząsnęła seria eksplozji, w których zginęło co najmniej sześć osób. Następnego dnia „Völkischer Beobachter” mógł napisać, że „morderstwa i podpalenia są bronią Czechów przeciwko wszystkiemu, co niemieckie”. Już 15 marca czołgi Wehrmachtu jechały na Pragę.

Podobny cel miała także misja Naujocksa w Gliwicach z 31 sierpnia 1939 r. Heydrich uznał ją za totalną klapę, ponieważ przez kłopoty techniczne apel po polsku nie zyskał szerokiej publiczności przy radioodbiornikach, niwecząc częściowo jej oczekiwany efekt propagandowy.

Wreszcie Naujocks odegrał ważną rolę w finale udanej prowokacji SD wymierzonej w brytyjskie służby jesienią 1939 r. W tym okresie grupa niemieckich agentów, na czele z koordynatorem operacji Walterem Schellenbergiem, udawała członków antyhitlerowskiej opozycji. Udało im się nawiązać kontakt z przedstawicielami Secret Intelligence Service (SIS). Anglicy, po kilku spotkaniach na terenie Holandii z „przeciwnikami Hitlera”, nabrali do nich zaufania. I to był ich wielki błąd. 9 listopada dwaj oficerowie SIS, mjr Richard Stevens i kpt Sigismund Payne Best, wpadli w pułapkę, jaką oficerowie SD zastawili na nich w Venlo, miasteczku na granicy niemiecko-holenderskiej. Grupa esesmanów porwała ich z samochodu, zabijając przy tym ochraniającego ich holenderskiego agenta Dirka Klopa. Śmiertelny strzał oddał do niego właśnie Naujocks, dowodzący grupą uderzeniową. Za akcję wyróżniono go Żelaznym Krzyżem. Nic dziwnego. Wysocy brytyjscy oficerowie - torturowani przez „ekspertów” z centrali Gestapo przy Prinz Albrechtstrasse w Berlinie - najprawdopodobniej zdradzili Niemcom wiele tajemnic rezydentur SIS w całej Europie, w tym nazwiska kluczowych agentów. Dla angielskich służb był to potężny cios.

Alfred Naujocks
domena publiczna Walter Schellenberg

Jesienią 1939 r. Albert Naujocks znajdował się u szczytu powodzenia. W SD zaszedł najwyżej z całego „kilońskiego desantu”. I wtedy zgubiły go „lepkie ręce”.

Niełaska i terroryzm

Od 1940 r. wywiad SD pracował nad przygotowaniem „Operacji Andreas”. Jej celem było zarzucenie Wielkiej Brytanii tysiącami idealnie podrobionych banknotów, co miało w efekcie doprowadzić do upadku tamtejszej gospodarki. Pieczę nad przygotowaniem fałszywek objął Alfred Naujocks. Nie dokończył projektu. Na początku 1941 r., w niejasnych dziś okolicznościach, stanął przed sądem SS oskarżony o defraudacje i korupcję. Heydrich chciał stawiać go przed plutonem egzekucyjnym, ale Himmler nie zapomniał o zasługach Naujocksa - zdecydował o łagodniejszej karze. Kilończyka zdegradowano do stopnia szeregowca. W szeregach Dywizji Pancernej „Leibstandarte SS Adolf Hitler” brał udział w operacji Barbarossa. Na początku 1942 r. powrócił z frontu wschodniego. Uznano go za niezdolnego do służby, ze względu na wrzody dwunastnicy.

Wiosną 1942 r. Naujocks został przywrócony do służby w SD. Co ciekawe, mimo iż był skazany za korupcję, wysłano go, by zwalczał czarny rynek w Belgii. Przy okazji miał zbierać kwity na zaangażowanych w nielegalne biznesy oficerów Wehrmachtu. Skończyło się to tak, że sam Naujocks przez kolejne dwa lata poważnie się wzbogacił. Nie miał skrupułów przed usuwaniem z drogi wszelkich przeciwników, jak ustalił po wojnie brytyjski wywiad.

Alfred Naujocks
domena publiczna [b]Grupa Petera[/b] Była to kolaboracyjna niemiecko-duńska grupa terrorystyczna. Utworzono ją z inicjatywy esesmana Otto Schwerdta ps. Peter Schäfer (na zdjęciu), współpracownika Otto Skorzenego, pod koniec 1943 r. Przez jakiś czas dowodził nią Alfred Naujocks. Grupa, wykorzystując broń i ładunki wybuchowe zdobyte na brytyjczykach, dokonywała aktów tzw. kontrsabotażu przeciwko członkom duńskiego ruchu oporu. W latach 1944-45 jej członkowie dokonali 94 zabójstw i 157 akcji sabotażowych, głównie zamachów bombowych, na terenie całej Danii. Ich ofiarą padł m.in. pastor Kaj Munk

Pod koniec wojny Naujocks nadal był wysyłany w specjalnych misjach SD. W 1943 r. często latał na Bałkany. Miał tam uczestniczyć w negocjacjach z serbskimi i chorwackimi partyzantami. Z ostatnim zleceniem, jak się potem okazało, wysłano go do Danii na początku 1944 r. Jego zadaniem było okiełznanie tamtejszego ruchu oporu, który coraz częściej likwidował Niemców. Ze względu na specyfikę tamtejszej polityki okupacyjnej, komando Naujocksa miało dawać im odpór, udając duńską grupę terrorystyczną. Starannie kamuflowało swoje prawdziwe powiązania, używając broni i środków wybuchowych przechwyconych z brytyjskich zrzutów. „Grupa Petera”, bo tak ochrzczono jego oddział, dokonała szeregu spektakularnych zamachów bombowych i likwidacji członków ruchu oporu na terenie całej Danii. Gdy jego ludzie wdrożyli się w pracę, Naujocks wrócił do Belgii. Był maj 1944 r.

Poszukiwacz przygód

Jesienią 1944 r. Alfred Naujocks, z niejasnych dziś motywów, przeszedł linię frontu na wysokości dzisiejszej granicy belgijsko-niemieckiej i poddał się Amerykanom. Podejrzany o zbrodnie wojenne, kilka lat po wojnie przebywał w różnych obozach i więzieniach na terenie Niemiec, a potem Danii. W styczniu 1949 r., za zbrodnie z czasów okupacji, skazano go tam jedynie na pięć lat więzienia. Jednak na wolność został wypuszczony już w czerwcu 1950 r. Za mordy i zamachy dokonane w innych krajach nigdy nie poniósł kary.

Początkowo wrócił do Kilonii. W 1952 r. wyprowadził się do pobliskiego Hamburga. Tutaj dobrze mu się wiodło. Był świetnie zarabiającym biznesmenem w branży reklamowej. Znalazł sobie też kolejną, już czwartą z kolei, żonę. W mediach, które mocno interesowały się jego osobą na przełomie lat 50. i 60., opisywany był głównie jako „poszukiwacz przygód” lub „nazistowski tajny agent”. Sam przedstawiał się jako „człowiek, który rozpoczął II wojnę światową”. W tej aurze zmarł na drugi zawał serca 4 kwietnia 1966 r. Miał 54 lata.

Wojciech Rodak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressilustrowany.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.